8 wrz 2013

„Chcę trochę cza­su, bo czas leczy rany. ” — Ryszard Riedel

Główny bohater: Latie
Bohaterowie poboczni: Mitchelle, Lucille
Uniwersum: Świat rzeczywisty
Liczba słów: 392
Data powstania: 8.09.2013r.  
Status: nieskończone
To nie był dobry dzień dla Łatki.
Najmłodsza córka Gabriela (el) Downblade’a zaspała do szkoły. W pośpiechu wciągała na siebie wąskie, zielone spodnie, a biały T-shirt z napisem „Mam znajomego prawnika” ściągnęła chwilę po tym, jak go założyła, by przez kilka sekund mocować się z zapięciem stanika.
Latia miała ambitny plan, by spiąć dzisiaj włosy, ale lustro przypomniało jej, że rodzice nadal nie wiedzą o wykolczykowanych uszach, więc pozostawiła na głowie czarne tornado i popędziła do łazienki.
Jednocześnie szczotkowała zęby i starała się rozczesać włosy, gdy kątem oka dostrzegła jakiś ruch. O mało nie udławiła się pianą, widząc swoją starszą siostrę w wannie.
— Cieszę się, że w końcu mnie zauważyłaś.
Mitchelle leżała wyciągnięta w niedużej wannie, z nogami wystającymi poza jej brzeg i popijała wino z kieliszka. Jeszcze nie ma ósmej, ale widać małpie to nie przeszkadza, pomyślała Łatka, płucząc usta.
— Zamykał drzwi na przyszłość — mruknęła, wycierając twarz ręcznikiem.
— Byś się spóźniła do szkoły? Nie, nie będę taka okropna. Pozwolę ci nawet patrzeć na moje piersi. Może twoje się w końcu zawstydzą i urosną.
Z trzech panien Downblade właśnie Miśka miała największy biust. Łatka na tle swoich sióstr wypadała dość blado, a Mitchelle nigdy nie ominęła okazji, by jej to wypomnieć.
— Tak, to na pewno dużo pomoże…
Latia miała nadzieję, że Miśce wpadł kieliszek z winem do wanny, gdy usłyszała zduszony krzyk, zaraz po tym, jak trzasnęła drzwiami.
— Łatko, śniadanie.
Lucille i Mitchelle były bliźniaczkami, z czego ta pierwsza miała czarne włosy, a druga była ruda. Drastycznie różniły się też charakterem: Luu była dobrą, kochającą, starszą siostrą, a Miśka zwykła, wredną, rudą małpą. Latia zdecydowania bardziej lubiła swoją najstarszą siostrę.
— Nie mam czasu. Nie nastawiłam budzika — jęknęła żałośnie. Porwała jedną kromkę i byłyskawicznie posmarowała ją dżemem, wkładając do ust.
— Nastawiłaś. I zostawiłaś w pokoju Misi. Nie była zadowolona — przyznała Lucia, przewracając jajka na patelni.
— Dobrze jej tak. Upija się od rana w łazience i w ogóle nie myśli o tym, że inni też chcieliby z niej skorzystać — powiedziała niezadowolona.
Łatka zapomniała, że ma pełne usta, więc Lucille zrozumiała ni mniej ni więcej, jak: „hmur hru, mrught fruh!” Już język Cthulhu jest bardziej zrozumiały…
— Rozumiem…
Łatka w podskokach założyła granatowe Conversy i wybiegła z domu, trzymając torbę w rękach. Było dość chłodno, ale gdy pojawiła się na placu szkolnym, była rozgrzana przymusowym maratonem.
Dzwonek zadzwonił dokładnie wtedy, gdy Łatka usiadła w swojej ławce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz