Wyszukiwarka

Bezruch
Koncepcja: „Jakże kłopotliwa jest nienawiść bez wzajemności!” – Leszek Kumor
Fandom: Harry Potter, Czasy Huncwotów
Data opublikowania pierwszego postu: 18.11.2017r.
Główni bohaterowie: Regulus Black, Syriusz Black
Status: Nieskończone
Stara wersja: zobacz
Opis: Syriusz nie jest jednak typowym Ślizgonem: nie lubuje się w czarnej magii, nie marzy o zostaniu śmierciożercą, nie wygląda znaków wojny. Ba! On nawet nie wierzy w żadną wojnę, bo przecież ostatnia odeszła razem z Grindelwaldem i powinna zgnić wraz z nim w czeluściach Nurmengardu.
Regulus z jednej strony bardzo kocha swojego brata i przymyka oczy na jego nieślizgońskie zagrywki, z drugiej jednak nie potrafi udawać, że wszystko jest w porządku. Regulus wie, że nic nie jest w porządku, że coś dziwnego dzieje się między Ślizgonami i ma to związek z Tym, Którego Imię Jeszcze Wolno Wymawiać.
O tym, jak złe decyzje, źli przyjaciele i zła krew potrafią doprowadzić człowieka do destrukcji.


| 01. | 02. | 03. | 04. | 05. |
zacznij czytać wyjdź
Non omnis moriar
Koncepcja: „Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie (Poza grobem)” – Horacy
Fandom: Harry Potter, Czasy Huncwotów
Data opublikowania pierwszego postu: 6.07.2016r.
Data opublikowania ostatniego postu: 3.10.2016r.
Główny bohater: James Potter
Status: Zakończone
Opis:
Alternatywa. Lord Voldemort wygrywa pierwszą wojnę i przejmuje Ministerstwo razem ze swoimi śmierciożercami. Społeczeństwo składa się w większości z czarodziejów czystej krwi i nielicznych półkrwi, którzy sobie na to zasłużyli. W tej nieprzyjemnej rzeczywistości żyje też James Potter, urzędnik Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami, który stara się okiełznać swoją nie-do-końca-nieżywą aurorską paranoję. Problem w tym, że aurorem jest się już na zawsze.

Pisane na potrzeby Wakacyjnego Wyzwania Literackiego na Mirriel.

zacznij czytać wyjdź
White Rabbit
Koncepcja: „Your magic white rabbit has left it's writing on the wall” – Egypt Central
Muzyka: White Rabbit Egypt Central, Looking Glass Hypnogaja
Fandom: Naruto, przyszłość
Data opublikowania prologu: 11.03.2013r.
Główny bohater: Christopher Thomas Redeyes
Status: Nieskończone
Opis:
Chris Redeyes w gruncie rzeczy ma nieskomplikowane życie. Ojciec zarabia na niego, siostra gotuje i robi drugie śniadanie, matki nie ma, więc nie zrzędzi, by posprzątał pokój, miłuje swojego PSa nad życie i jest popularny wśród dziewczyn. Ot, zwykły student drugiego roku medycyny, bez zmartwień.
A nie, zaraz, ma jedno. Dość niepozorne, przyszło do niego któregoś razu całe zakrwawione, uśmiechnięte i niebieskookie. Najgorsze jest jednak to, że nazywa się Uzumaki i całkiem nie ma poszanowania dla nowego Assassin's Creeda.

zacznij czytać wyjdź
Fanfiction
Tytuł: Pies ogrodnika
Data powstania: 30.01.2014r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, James Potter
Opis:
Krótka miniaturka o zauroczeniu Jamesa Pottera do młodszego z braci Black, Regulusa, i tego konsekwencjach.
Tytuł: Nakrycie dla nieznajomego
Data powstania: 11.12.2014r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Syriusz Black, James Potter
Opis:
Typowo świąteczna miniaturka o tym, że James ma brata, a ten brat brata, który nie jest bratem Jamesa. W skrócie.
Tytuł: Śmiertelny pocałunek
Data powstania: 8.04.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, Peter Pettigrew, James Potter
Opis:
Alternatywna historia Regulusa Blacka, w której ważną rolę odgrywa James Potter i Peter Pettigrew.
Tytuł: Odbicie
Data powstania: 27.06.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, Black Syriusz
Opis:
Bracia Black bardzo chcieli poznać swoich rodziców i znaleźć między sobą podobieństwa do nich, gdy byli młodzi. Z biegiem czasu niektóre rzeczy się zmieniły.
Tytuł: Wąż
Data powstania: 16.09.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główny bohater: Black Syriusz
Opis:
Dość psychologiczne podejście do osoby Syriusza Blacka i tego, co w nim siedzi.
Tytuł: Narkotyk
Data powstania: 1.09.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główny bohater: Black Regulus
Opis:
Jak zmarnować sobie życie w ciągu jednego szlabanu. Nie poleca, Regulus Black.
Tytuł: Złość
Data powstania: 21.12.2017r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główny bohater: Black Syriusz
Opis:
Co by się stało, gdyby Syriusz dowiedział się wcześniej, że Peter zdradził?
wyjdź
Miniaturki
Tytuł: Styczeń
Data powstania: 19.01.2013r.
Główni bohaterowie: Styczeń
Opis:
Styczeń jeszcze nie wytrzeźwiał po urodzinach Sylwestra, które wyprawiła dla niego Grudzień i nie kojarzy zbyt wielu faktów, które ktoś chce mu przekazać.
Tytuł: Dawno temu w Nałęczowie...
Data powstania: 5.03.2011r.
Główni bohaterowie: Brzoza, Bolesław Prus
Opis:
Brzoza jest duchem drzewa i mieszka w Nałęczowie, gdzie poznaje dwóch wybitnych, polskich poetów. Postanawia uprzykrzyć im życie.
Tytuł: Królestwo Anglii
Data powstania: 7.08.2011r.
Główni bohaterowie: Carlisse, Nuadha
Opis:
Wassex zostało zaatakowane przez Wilhelma I Zdobywcę i jego synów. Najstarszy z nich, Carlisse, porywa księżniczkę Cassandrę dla siebie. A przynajmniej tak mu się wydaje.
Tytuł: Łatka
Data powstania: 8.09.2013r.
Główni bohaterowie: Latie
Opis:
Każdemu zdarza się zaspać do szkoły. Nawet Łatce.
Tytuł: Paleta
Data powstania: 1.03.2014r
Główny bohater: Samael
Opis:
Samael tworzy paletę błękitów, przypisując każdy z nich do osób lub zjawisk.
Tytuł: Jak zabiłam moją współlokatorkę...
Data powstania: 24.12.2016r.
Główna bohaterka: Barbara/Żaneta Gruszecka
Opis:
Historia młodej dziewczyny, która właśnie zaczyna pracę w korporacji i przeprowadza się do „wielkiego” miasta ze swojej małej, zaściankowej wsi.
wyjdź
Inne
Fandom: Harry Potter
Pani Black: Pani Black
Powidok: I. Dym, II. Protokoły i rozkazy
Śmiech diabła: Jeden, Dwa, Trzy
Własne:
Awers i Rewers: Ledira, Safiel
Niekompletni: Niekompletni, Kiedy ojcowie wracają
Wodyn: Første
Opis:
Każda z zamieszczonych obok historii jest w stanie zawieszenia, niektóre nawet wiecznego. Są to pomysły, które realizowałam spontanicznie, bez głębszego ich przemyślenia, wtedy, gdy miałam trochę więcej wolnego czasu i nie potrafiłam go sobie zagospodarować. Wszystkich gorąco zachęcam do zapoznania się z nimi i wymierzenia mi solidnego kompniaka w cztery litery, by część faktycznie skończyć (szczególnie „Panią Black”, „Powidok” i „Niekompletnych”. Och, „Niekompletnych” to ja sama chcę doprowadzić do końca!). Wiecie, zawsze lepiej zostawić komentarz, a nuż sobie przypomnę o moich dawnych miłostkach...
wyjdź

Akinese – (niem. akinezja) bezruch, całkowite odrętwienie. W stanie tym człowiek nie odczuwa ani bólu, ani strachu.
Wikipedia

Moje prywatne podwórko pełne lepszych i gorszych tworów. Tych, które powinny ujrzeć światło dzienne oraz tych, które miały siedzieć głęboko w odmętach szuflady, ale nie wyszło.

Strony

Featured Posts

Popularne posty

[BEZRUCH] 05.

SYRIUSZ


12.

Teraz, 1981, Walia, Cardiff

Ciężko było mu ukryć, że był pod wrażeniem. Hotel miał trzy piętra – z czego ostatnie o połowę niższe niż poprzednie dwa – wykonano go z nowiutkiej, czerwonej cegły (a przynajmniej tak wyglądał) świecącej na rudo w słońcu, a dach pokryto brunatnym gontem. Do granatowych drzwi prowadziły schodki, ponieważ cały budynek postawiono na grubym cokole, więc Syriusz podejrzewał, prawdopodobnie słusznie, że chłód nie ciągnął od posadzki po nogach.
Zanim jednak weszli, Regulus zdjął kilka osłon. Syriusz znał się na zaklęciach ochronnych tak, jak na zielarstwie, czyli wcale, więc nawet nie próbował strzelać, czy zabezpieczenia w siedzibie były dobre, czy nie. Wyglądały przyzwoicie. Nie jak na Grimmauld Place, bo tutaj prawdopodobnie nie trzymali na wolności takich paranoików jak jego ojciec, ale dawały radę. Weszli po schodach, a gdy Regulus otworzył drzwi, Syriusza zalał gwar rozmów i typowego hałasu dla miejsca, gdzie mieszkało wiele osób.
Hol nie grzeszył ani długością, ani szerokością. Właściwie był dość mały i niepozorny, a stojące w nim dwa wieszaki zarzucono kurtkami i płaszczami. Naprzeciwko wejścia znajdowały się ogromne schody, obok nich mały i ciemny korytarz prowadzący do piwnicy, na prawo otwarte drzwi do salonu, a na lewo, również otwarte, drzwi do kuchni. W obu tych pomieszczeniach kręcili się ludzie.
– Skorzystajmy z zamieszania – zaproponował Regulus i bez pytania chwycił Syriusza za rękę, prowadząc na górę.
Pierwsze piętro w sumie mignęło mu jedynie przelotnie, ale nie było co oglądać, prawdę powiedziawszy, ponieważ, tak jak drugie, składało się z długiego korytarza i ciągu drzwi.
Regulus poprowadził go do jednego z pokojów po lewej i zamknął za nimi drzwi. Odetchnął głęboko, jakby czuł niewyobrażalną ulgę.
– Zostań tutaj, skorzystaj z łazienki, przebierz się w jakieś moje-twoje ubrania, weź książkę i w ogóle poczekaj, aż wrócę. Nie wychodź na korytarz, dobrze? – zaznaczył.
– Bo mnie porwą i zamknął w piwnicy?
– Dokładnie.
Nie brzmiało to już tak śmiesznie, gdy Regulus potwierdził jego słowa z poważną miną i zniknął z pokoju, zostawiając Syriusza samego ze sobą.
Rozejrzał się po pokoju z mieszanymi uczuciami. Łóżko wyglądało na wygodne, szafa na starą jak on sam, a lustro na zabytkowe. Poza tym Regulus poustawiał w stosy książki pod ścianą z braku miejsca na nie i Syriusz musiał przyznać, że bratu udało się zebrać ciekawą kolekcję. Podszedł bliżej, przejrzeć tytuły. Z zaskoczeniem stwierdził, że z tych nazwisk, które znał, większość była mugolska. Tolkien, Lewis, Caroll czy Dickens (chociaż był prawie pewien, że ten ostatni pisał opowiadania dla dzieci. Albo coś podobnego).
Wśród książek znalazł się nawet „Hobbit”, którego sam Regowi kupił. Uśmiechnął się lekko i wyjął go ze stosu, obracając w rękach. Widać, że brat o niego dbał, ponieważ oprócz delikatnie zagiętych rogów nie wyglądał na używany. Otworzył książkę, przyglądając się dedykacji, którą sam napisał, zdawałoby się, w innym życiu.
Reggiemu,
by zobaczył, że człowiek potrafi znaleźć magię nawet w miejscach teoretycznie jej pozbawionych.
Siri
Och, żenujący był ten podpis. Dobrze, że jedynie w listach do brata go używał i reszta świata nie miała o nim pojęcia.
Odłożył książkę na stos i stwierdził, że kąpiel z prawdziwego zdarzenia jest tym, czego mu teraz potrzeba. Przypomniał sobie też o zmniejszonych ubraniach, które czekały gdzieś na dnie jego kieszeni. Dobre dziesięć minut zastanawiał się, jak zabrać się do ich powiększenia. Że też przy magii bezróżdżkowej największy problem miał przy transmutacji, którą studiował. Jakby wszechświat chciał sobie z niego zakpić! Rozwiesił rzeczy na rurce od zasłonki, by trochę przeschły. Mama chyba kiedyś powiedziała, że ubrania są w stanie zgnić, więc by nigdy nie wrzucał nic mokrego do kosza na pranie. Syriusza nie ciągnęło do tego, by przetestować prawdziwość jej słów na swoim ulubionym płaszczu.
Wszedł do wanny i odetchnął, gdy ciepło zaczęło ogarniać jego ciało. Wlał do wody wszystko, co tworzyło pianę i ładnie pachniało, więc łazienka wypełniła się zapachem migdałów i miodu, a piana wręcz wylewała na podłogę.
Znalazł Regulusa. Siedział w wannie w pokoju Regulusa. W pokoju wypełnionym mugolską literaturą i szafą pełną zwykłych, codziennych ubrań, koszulek, jeansów i bluz. Niby znalazł Regulusa, ale było to tak, jakby to nie był już jego Regulus, nie jego mały, wredny, wychowany przez ich matkę na arystokratę brat, tylko ktoś obcy, kto potrafił walczyć, tarzać się w błocie i przyznawać do błędu.
Czuł swojego rodzaju smutek i przygnębienie, ponieważ to było trochę tak, jakby jego brat umarł gdzieś po drodze, zanim się ponownie spotkali.


13.

Wcześniej, 1980, Francja, Paryż

Dupa, w której się znalazł, zdawała się nie mieć końca. A wszystko zapowiadało się tak pięknie, przetrwał cały rok, ha!, nawet półtorej na studiach, miał dobre wyniki, zaplanowany temat na pracę naukową na następny rok i jakiś kretyn pogrzebał wszystkie jego marzenia.
W zeszłym tygodniu ogłoszono, że jednym z zaliczeń będzie test animagiczny, do którego musiał podejść każdy student na roku, by uzyskać zaliczenie, a ci, którzy osiągną pełną formę, będą mogli się jednocześnie wpisać do rejestru. Zostały na to cztery miesiące, większość bardziej rozgarniętych studentów powinno sobie poradzić z zadaniem.
Syriusz był przeszczęśliwy na wieść o tym, że dostanie zaliczenie od ręki, ale jakiś dureń niecały tydzień później musiał po pijaku spróbować się przemienić i nie dość, że utknął w połowie, to jeszcze jego formą docelową była jakaś ryba i mało się nie udusił, gdy płuca zamieniły się w skrzela. Władze uczelni zarządziły więc, że od tej pory większe zgromadzenia nie dość, że są zabronione, to jeszcze mieli ćwiczyć regularnie w sali pod okiem nauczycieli.
Jak on miał niby wytłumaczyć, że od piątej klasy jest animagiem? I co, że zapomniał się zgłosić do rejestru, bo nie wiedział? Wałkowali na pierwszym roku prawo i oprócz krótkiego wpisu o etyce podszywania się pod pupili, nie różniło się ono wcale od angielskiego. Zgłosiliby go do Wizengamotu i w najlepszym przypadku dostałby upomnienie, wraz z odręczną notatką w rejestrze o kłamcach i krętaczach.
Usiadł zrezygnowany na łóżku i przeczesał włosy palcami. No nie, nie uda mu się udawać, że stara się przemienić. Pamiętał, jak to wyglądało, gdy Rogacz i Glizdek uczyli się animagii – nie dało się naśladować takich wyników, deformacji twarzy, zmian w tęczówce, zwierzęcych kłów zamiast zębów.
Pozostało mu się przyznać albo nie dostać zaliczenia z zajęć, a co za tym szło, nie zostać dopuszczonym do egzaminu.
Jak to się wszystko stało?
– C'est ouvert – mruknął tylko, gdy ktoś zapukał do drzwi. Nie miał ochoty podnosić nawet głowy, by spojrzeć, kto to.
– Czy ty tutaj w ogóle sprzątasz?
Aż poderwał głowę, słysząc głos własnej matki. I nie zdawało mu się, bo ona naprawdę stała w drzwiach, całkowicie zdegustowana nieporządkiem w pokoju syna. Jej wzrok dłużej zatrzymał się na drzwiach od łazienki, a niechęć wypisana na twarzy osiągnęła swe apogeum. Syriusz również spojrzał w tamtym kierunku, zauważając damskie figi przewieszone przez klamkę.
Tego nijak nie dało się wyjaśnić, więc bez słowa wstał, zdjął je i wrzucił do kosza na pranie. Właściwie to pozbierał wszystko, co nie nadawało się już do chodzenia, i włożył do kosza.
– Co tutaj robisz? – zapytał, autentycznie ciekawy. – Kończę już drugi rok i to jest pierwszy raz, gdy mnie odwiedzasz.
– Wierz mi, najchętniej nie odwiedziłabym cię tutaj w ogóle – przyznała i usiadła na krześle. Jednym ruchem różdżki posłała łóżko, jakby samo patrzenie na nie było bolesne. – Naprawdę, synu, żadna kobieta cię nie zechce, jeżeli będziesz taką fleją.
– Powinnaś pójść do jakiegoś żeńskiego pokoju. Od razu zmieniłabyś zdanie. – Skoro już doprowadziła jego pościel do ładu i składu, nie czuł żadnych oporów, by je zmiąć pod własnym ciężarem. – Więc, o co chodzi?
Matka nie miała makijażu, a to już świadczyło o tym, że coś poszło nie tak. Nie żeby się jakoś mocno malowała zazwyczaj, to już nie te lata, ale szminkę i tusz nosiła nawet w domu. Dzisiaj wyglądała, jakby wybrała się do niego spontanicznie, bo nawet sukienkę miała na sobie prostą, bez ozdób, w jakich zazwyczaj chodziła, gdy nie miała planów opuszczać domowego zacisza.
– O Regulusa.
Westchnął.
– Mamo, jeżeli chcesz mnie zapytać, czemu Reg jeszcze nie znalazł sobie pracy i co w ogóle zamierza zrobić ze swoim życiem, to ja też nie wiem.
– Nie. Chodzi o jego towarzystwo. Ja…
Nie dokończyła i ukryła twarz w dłoniach, jakby była całkowicie zrezygnowana. Syriusz aż zamrugał, widząc swoja matkę, prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, tak załamaną, że nie umiała utrzymać nerwów na wodzy. Nigdy się przed nim nie otwierała, zawsze pozostawała silna, nawet po śmierci ojca, a teraz…
To było niesamowicie niezręczne.
Podszedł do niej powoli i położył rękę na plecach, nie mając pojęcia, jak ją pocieszyć.
– Nie mam pojęcia, co robić. Chłopcy zawsze w pewnym wieku decydują się na ograniczenie kontaktów z matkami, wyjeżdżają, jak ty, znajdują sobie kobiety, żenią się. Myślałam że Regulus potrzebuje trochę pobyć samemu, wiesz, wyszaleć się, więc mu pozwalałam, ale on nie wrócił od świąt do domu i cała sytuacja, która teraz jest w Anglii… – tłumaczyła, ściskając palcami nasadę nosa.
– Jaka sytuacja w Anglii?
Milczała chwilę, zbierając słowa.
– Nasiliły się prześladowania szlam…
– Mugolaków – poprawił ją automatycznie.
– ...i pojawiły się dwa fronty: ci którzy są za czystością krwi, i ci, którzy są za magią dla wszystkich, czy jak oni to nazywają. I Bella mówiła, że Regulus sobie radzi, że wszystko jest w porządku, więc nic nie mówiłam, bo ty byłeś tutaj i to twoje podejście do szlam, a on…
Syriusz poczuł, jak zalewa go fala gorącej złości.
– Czy ty chcesz mi powiedzieć, że Regulus dołączył do jakichś lunatyków latających za mugolakami z różdżkami?! – zabrało to ostrzej, niż na początku przewidywał. – I ty mu na to pozwoliłaś?!
Spojrzała na niego ostro.
– Chciałam mieć przynajmniej jednego syna, który wie, jak ważna jest czystość krwi, a nie dwóch niezdecydowanych marzycieli bujających w obłokach i niezorientowanych w polityce!
– A teraz masz jednego syna mniej! – zarzucił jej. Podniósł się gwałtownie, chodząc po pokoju. – Nie widziałaś go od świąt? Przecież to są prawie cztery miesiące! Nie zainteresowało cię, że coś się mogło stać w tym czasie?
– Zainteresowało, oczywiście, że mnie zainteresowało! – Prychnęła oburzona. – Przecież ci powiedziałam, że rozmawiałam z Bellą.
– Bella też jest obłąkana?! Nie, w sumie ona nigdy nie była normalna. Jednak nie jestem zaskoczony. – Teraz to on ukrył twarz w dłoniach. – Trzeba go znaleźć.
– Wiem, dlatego do ciebie przyszłam. Ty prędzej niż ja będziesz wiedział, gdzie go szukać.
Syriusz ponownie przeszedł się nerwowo po pokoju, szukając rozwiązania w tej sytuacji. Jednak nie znalazł żadnego. Regulusa trzeba było znaleźć i najlepiej siłą wbić mu do głowy, że takich numerów nie wolno odstawiać. Najwyżej Syriusz rzuci studia. Cholera, i tak miał już w tym momencie uwalony egzamin albo Ministerstwo na głowie. A kto wie, czy jego nierejestrowana animagiczna forma mu się nie przyda.
Cholerny Reg.
– Poszukam go – obiecał go. – Ale jeżeli jeszcze raz spróbujesz coś ukryć za moimi plecami, czy dogadywać się z tymi fanatykami czystej krwi – zagroził – to pożałujesz.
Zmroziła go spojrzeniem.
– Nie rozpędzaj się, chłopcze. Jestem twoją matką.
– I zgubiłaś jednego syna. Nie denerwuj mnie, jeżeli nie chcesz stracić kolejnego. – Kto wiedział, czy Regulusowi się przez ten czas coś nie stało. – Kurwa mać!
Wyjątkowo, nie dostał reprymendy za język. Ściągnął kufer z szafy, powiększył go zaklęciem, a później zmusił wszystkie swoje rzeczy za pomocą różdżki, by się w nim ułożyły. Nie patrzył na to, że pakuje buty na przemian z książkami i pościelą. Nie miał na to czas ani chęci.
Cholerny Reg!
– Co ze studiami? – zapytała matka, lekko przytłoczona jego pośpiechem.
– Chuj ze studiami, nie uciekną – warknął i zatrzasnął kufer. – Wychodzimy.
Opuścił pokój w nerwach, lewitując kufer za sobą. Chciał uniknąć wyjścia głównym dziedzińcem, jednak przy przejściu, które skracało drogę przez uniwersytet, stała osoba, z którą nie miał ochoty rozmawiać w takim stanie. Stała do niego tyłem, jeszcze go nie widziała i chciał, by tak zostało.
Nie sprawdził, czy matka idzie za nim. Rzucił swój klucz zaskoczonemu Laffilowi, który siedział na ławce z jakimś mężczyzną, a później deportował się w pierwszej bocznej alejce, jaką znalazł.
Cholerny Reg!


Liczył na to, że Barty mu coś podpowie, że trochę poszydzi, aż wyzna, że Regulus wyjechał na jakiś obóz quidditcha, sadzi pelargonie w górach, czy czym tam on chciał się zajmować, i że nic mu nie jest. Ale Barty wiedział niewiele więcej niż on sam. Jedyną pocieszającą informacją był fakt, że Regulus gdzieś był w lutym i z kimś, by to potwierdzić.
Deportował się do Doliny Godryka i poczuł się trochę tak, jakby znalazł się w innym kraju. Życie tutaj wydawało się… powolne i spokojne, ale pewnie nikt z mieszkańców nie stracił brata z powodu jego własnej głupoty. Stojąc też w swoim eleganckim płaszczu, który kochał bardziej od whisky i kobiet, czuł się nie na miejscu, jakby wystroił się na wypas owiec. Może powinien transmutować swoje ubrania w coś innego?
Na razie tylko wyciągnął papierosa i zapalił, by zebrać myśli w głowie. Dobrze wiedział, gdzie jest dom Potterów, bywał u nich na wakacje, ale nie spieszyło mu się. Właściwie to miał wyrzuty sumienia, że przez kłótnię z Rogaczem stracił też kontakt z jego rodzicami, a Stworkowi kazał spalić wszystkie listy podpisane nazwiskiem Potter bez czytania, przez co dowiedział się o ich śmierci z miesięcznym opóźnieniem. Dobrze, że przynajmniej matka wiedziała i go ostrzegła, bo wpadłby do środka, od progu pozdrawiając panią Potter.
Szukał jakiegoś sklepu, by kupić gumy lub miętówki na odświeżenie oddechu po papierosie, ale gdy jeden znalazł, musiał wyjść z niego Christian Selwyn. Nic do niego nie miał, był rok starszym od niego Ślizgonem, ale akurat dzisiaj nie spieszyło mu się do niezobowiązujących pogawędek z kimś, z kim zamienił kilka słów w Hogwarcie.
Christian jednak nie uśmiechnął się na jego widok, a wyglądał, jakby miał ochotę go zamordować. Syriusz pośpiesznie zrobił w duchu rachunek sumienia, sprawdzając, czy niczego przypadkiem Christianowi nie wywinął przez kilka lat w szkole.
Jak na złość, nic nie przychodziło mu do głowy.
– Gdzie ona jest?! – krzyknął wściekły, podchodząc energicznie do Syriusza, który cofnął się o kilka kroków, zaskoczony tak ostrym przywitaniem.
– Kto?
– Moja siostra!
– Stary, dobrze wiedzieć, że masz siostrę, ale ja jej nawet nie znam!
To nie były najprzyjemniejsze okoliczności, by dowiedzieć się, że Christian nie dość, że mieszkał w Dolinie Godryka, to jeszcze miał siostrę.
– Ja mam dwie siostry – zaznaczył. – A twój brat porwał jedną z nich!
Syriusz zgłupiał.
– Jak to porwał? Jak ona się nazywa? Ta porwana, nie ta druga.
– Jena! Jennifer Selwyn! Wyszła gdzieś z nim i nie wróciła!
Jena. Prawdopodobieństwo, że to była inna Jena, było nikłe. Za to w porwanie Syriusz nie wierzył wcale. Regulus, gdy o niej mówił, wyglądał jakby unosił się z tych wszystkich emocji nad ziemią, ale przecież by jej nie uprowadził z jej własnego domu!
– Christian, chłopie, wyluzuj. Nie wiem, co dokładnie się między nimi stało, ale laski mają to do siebie, że jak znajdą odpowiedniego chłopa, to tracą dla niego głowę. Skąd wiesz, może wcale jej nie porwał, może chciała z nim pójść?
To się Christianowi nie spodobało. Podszedł bardzo blisko Syriusza, wręcz stykając się z nim nosami, i wysyczał:
– Powiedz bratu, że Jena ma się znaleźć. Inaczej gorzko pożałuje, że kiedykolwiek na nią spojrzał.
Odepchnął Christiana od siebie i patrzył, jak ten odchodzi, obrzucając go niechętnymi spojrzeniami znad ramienia.
W co ten Reg się wplątał?
Całkiem zrezygnował z miętówek. Sprzedawczyni i tak patrzyła na niego jakoś krzywo. Powłóczył nogami w stronę domu Potterów, chcąc się jak najszybciej zabrać się z Doliny Godryka.
Czy Regulus mógłby uciec z Jeną niczym para kochanków z taniego harlequina? Ciężko było stwierdzić, chociaż Syriuszowi całkiem nie kleiło się to z dołączeniem do śmierciożerców i walentynkowym wypadem do Szkocji w towarzystwie Pottera. Cokolwiek Regulus zrobił w tym czasie, było szalone i głupie. Z naciskiem na głupie.
Dotarł pod dom Potterów z głową wypełnioną plątaniną myśli. Chciał przejść przez bramkę, a później przez trawnik do drzwi, ale w momencie, w którym dotknął furtki, poczuł nieprzyjemny wstrząs, który przeszedł przez całą jego dłoń i zatrzymał się w łokciu. Odskoczył jak oparzony i zamachał ręką, rzucając takimi przekleństwami, że mało mu język nie usechł.
Drzwi otworzyły się chwilę później i stanęła w nich Evans z różdżką w jednej ręce i drugą na zaokrąglonym brzuchu. Jeszcze mu tylko tej zołzy brakowało!
– Syriusz?
– Nie, kurwa, akromantula! – Złapał się za łokieć i aż pochylił. Bolało jak cholera. – Evans, co to są za jakieś pstryczki-elektryczki? Średnio uczciwy człowiek nie może nawet zapukać, by nie dostać po dupie?
Do dzisiaj nie miał pojęcia, czym jest pstryczek-elektryczek, o którym słyszał od Remusa, ale pasował mu w tej sytuacji.
Evans chwilę się wahała, by ostatecznie podbiec do bramki i zdjąć zaklęcia ochronne. Otworzyła ją i podeszła do Syriusza, sprawdzając, co z jego ręką.
– Będziesz żył – zawyrokowała.
– No co ty nie powiesz?
– Co tutaj robisz?
– Wpadłem na herbatę, psia mać, ale chyba mnie tutaj nie chcecie. – Zołza nawet nie zaprzeczyła. – Jest Rogacz?
– Nie, nie ma, a ja nie jestem Evans, tylko Potter. A właściwie to Lily. Mógłbyś kiedyś zapamiętać, jak mam na imię.
– Och, ja pamiętam, jak się nazywasz, Evans, ja po prostu o to nie dbam. – Westchnął. – Mogę wejść? Chciałbym porozmawiać bez sąsiadów podglądających za oknami. Nie mam żadnej bomby w bucie, obiecuję – dodał, widząc jej sceptyczną minę. – Naprawdę, Evans.
Zacisnęła tak mocno usta, że jej pobielały.
– Ale tylko na chwilę.
Weszli do środka. Syriusz spodziewał się zapachu szarlotki pomieszanej z pastą do miotły, ale zamiast tego dom pachniał kwiatami. Na stole nie stały cukierki i łakocie, a bukiet ze storczyków, znad kominka zniknęły jelenie poroża, przy wejściu brakowało butów pani Potter do ogrodu, na fotelu nikt nie zostawił porannego „Proroka”. To nie był już dom rodziców Rogacza, to był dom zołzy Evans, która zabiła w nim to, co go określało.
Od razu poczuł się tutaj źle.
– Herbaty?
– Nie masz kawy?
– Nie – odpowiedziała tak, jakby miała, ale nie chciała mu dać.
– Więc zrób herbaty. Bez mleka – zaznaczył.
Usiadł na dawnym fotelu pana Pottera i pogładził rękoma wytarte od starości podłokietniki. Przynajmniej to się nie zmieniło. Chciał wyjrzeć przez okno na ogródek, ale ta okropna kobieta zamieniła nawet kolorowe firanki na jakieś okropieństwo, przez co całkowicie stracił ochotę na cokolwiek. Zagłębił się bardziej w fotelu.
– Proszę.
Lily podała mu herbatę w zwykłej szklance z przydymionego szkła. Gdzie się podziały wszystkie kubki? Napił się łyka i aż miał ochotę przekląć, na czym świat stoi. Nawet cukru mu pożałowała!
– Więc o czym chciałeś porozmawiać?
– Z tobą nie chciałem rozmawiać o niczym – przyznał. – Kiedy wróci Rogacz?
– Późno.
– Jak późno?
– Tak późno, że ciebie tutaj powinno już nie być – stwierdziła, zakładając ręce na piersi.
Zabębnił palcami o podłokietnik. Musiał zebrać całą swoją cierpliwość w sobie, by jej czegoś nie odpowiedzieć.
– Szukam Regulusa. Słyszałem, że był z Rogaczem w Szkocji.
Evans zmarszczyła brwi.
– Jak to go szukasz?
– A tak to. Moja szurnięta matka dopiero teraz pofatygowała się do mnie, by powiedzieć, że Rega od świąt nie ma w domu. – Ścisnął nasadę nosa. – Więc go szukam.
– Pofatygowała się gdzie dokładnie?
– Do Francji. Studiowałem, nie było mnie w kraju. Długa historia, całkowicie nieinteresująca – zbył jej następne pytania.
Evans, która do tej pory stała, usiadła ciężko na kanapie. Wyglądała na zaskoczoną.
– O niczym nie wiedziałeś?
– A o czym miałem wiedzieć?
– Że śmierciożercy atakują mugolaków, że zabijają mugolskie rodziny, że chcą przepchnąć w ministerstwie ustawę o rejestrze różdżek czarodziejów, którzy mają mugolskich członków rodziny, bo, podobno, naruszają regularnie ustawę o tajności? Nie miałeś o tym wszystkim pojęcia?
Syriusz patrzył na nią w szoku. Tego matka mu akurat nie powiedziała, ale podejrzewał, że zrobiła to specjalnie. Nigdy nie poparłby takiego pomysłu. Niestety znał wiele osób, które na pewno by to zrobiły.
– Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą.
Pokręciła głową, jakby nie mogła uwierzyć, że dalej znajdowali się ludzie, którzy nie mieli o niczym pojęcia. Odgarnęła rude włosy za uszy.
– Nie mam pojęcia, co robili w Szkocji. Jestem teraz odcięta od większości wydarzeń. – Położyła rękę na brzuchu. – Chciałabym ci powiedzieć coś, co mogłoby ci pomóc, ale nic nie wiem – przyznała z autentyczną przykrością.
Syriusz przeczesał włosy palcami.
– Powiesz Rogaczowi, by mi wysłał sowę, gdy wróci do domu? Wiem, że jesteśmy pokłóceni i wszystko znów kręci się wokół Regulusa, ale muszę mieć pewność, że nic mu nie jest. To mój brat.
Evans miała siostrę, to wiedział, ale ich stosunki chyba nie były najlepsze. Jednak zrozumiała, dlaczego to dla niego ważne, że czasem, nawet gdy twoje rodzeństwo robi głupie i nieodpowiedzialne rzeczy, po prostu zagryzasz mocniej zęby i dalej je kochasz.
– Przekażę.
– Dzięki. I jeszcze jedno – dodał. – Wiesz coś o może zaginionej dziewczynie Selwynów? Mieszkają tutaj. Jej brat na mnie wpadł i mi powiedział, że zniknęła.
Jaki to był nietrafiony eufemizm, wiedział tylko on sam.
– Nie. Znacz tak, wiem, że jej nie ma, ale nic mi więcej nie wiadomo. Czemu pytasz?
– Byłem z jej bratem w Slytherinie. Ok, dzięki za herbatę. – Wstał i odstawił pełny kubek na stół. Evans nawet nie wyglądała na urażoną. – Zbieram się. Czy jak będę chciał wyjść, to też mnie coś kopnie?
– Nie, z wyjściem nie ma problemów.
Ruszył więc do wyjścia, ale zatrzymał się jeszcze przy drzwiach i spojrzał na nią.
– Gratulacje, Evans.
Uśmiechnęła się tylko lekko i kiwnęła mu głową na pożegnanie.


Nie miał ochoty teleportować się do domu. Odzwyczaił się od mieszkania z matką i nawet jeżeli miał te dwadzieścia lat, pierścień na palcu i łatkę głowy rodu, dalej czuł, że to jest jej dom, a nie jego. Będzie musiał albo sobie kupić mieszkanie i się wyprowadzić, albo wyprowadzić matkę. Razem się pozabijają.
Deportował się na Pokątną w poszukiwaniu pubu z Ognistą Odgena, ponieważ mugolskie odmiany śmierdziały mu bimbrem, ale we wszystkich miejscach był tłok jak przed świętami. Nieco zrażony udał się w stronę Nokturnu. Nie było tam wiele miejsc, gdzie barmani nie dolewali niczego do alkoholu, ale Syriusz akurat znał kilka takowych.
Stanął jak wryty, widząc roztrzaskaną kamienicę, której cegły rozrzucono po ulicy jak klocki. Czarodzieje i czarownice omijali je tak, jakby już się do nich przyzwyczaili. Bez chwili wahania wszedł do sklepu naprzeciwko zawalonego budynku i podszedł do sprzedawcy handlującego żywym towarem. A przez żywy, Syriusz miał na myśli wszystko, co mogło odgryźć palec.
– Elegancików nie obsługuję – poinformował go właściciel sklepu.
Jakich czasów dożył, że tak strasznie go obrażano!
– I dobrze, bo i tak nic bym tu nie kupił. Co się stało tam na przeciwko? Komuś rozrósł się żmijowąż, uciekł buchorożec, a może eksplodował eliksir na potencję?
Włożył trzy sykle w wyciągniętą dłoń mężczyzny.
– A gdzie tam, panie. Chryja była. Klątwami się rzucali i coś pizło.
– Kto się klątwami rzucał?
Nie słysząc odpowiedzi, dołożył jeszcze dwa sykle.
– A te, no, wie pan, obrońcy zwierząt z czystokrwistymi elegancikami. I aurory się pojawili. Wielkie zamieszanie było.
– Wiesz, o co poszło? Ej, skup się. – Pstryknął mu przed oczami i wyjął z kieszeni złociutkiego galeona. – Jak powiesz mi coś wartościowego, będzie twój.
Sprzedawca zapatrzył się na monetę.
– Ktoś im zdezerterował. Jakiś młokos. Tym, no, elegancikom. Wytargali go z Pokątnej, na własne oczy widziałm, a później zaczęła się chryja. A potem wkroczyły aurory i złapały jednego elegancika. Nie tego zdezerterowanego, tylko tego, co go targał.
– Jak wyglądał ten zdezerterowany? Dostaniesz galeona, jak mi powiesz.
– A co cię to obchodzi? Młody, blady jak gówno na wiosnę, wysoki. Ciemne włosy. Dawaj pan tego galeona. – Zabrał Syriuszowi pieniądz. – Nic więcej nie wiem. Idź se, pan, szukaj informatorów gdzie indziej.
– A pójdę – przyznał, a później złapał mężczyznę za włosy i uderzył jego twarzą o ladę. Polała się krew. – A ty nigdy więcej nie nazwiesz żadnego mugolaka zwierzęciem.
Wyszedł na ulicę. Whisky mu zdecydowanie nie wyszło, ale dowiedział się dzisiaj kilku ciekawych, przydatnych informacji. Regulus odszedł od śmierciożerców. Cóż, w oczach Syriusza wyglądało to jak najszybsza kariera świata. Nie miał pojęcia, ile Regulus faktycznie spędził u obłąkańców, ale wystarczająco długo, by się o niego upomnieli. A to oznaczało kłopoty. Widać Bella poczuła się już Lestrange’em na tyle, że nawet nie kryła Regowi pleców. A może kryła? Będzie musiał ją o to zapytać.
Postawił kołnierz płaszcza, bo zaczęło wiatr. Lista rzeczy, które musiał nadrobić, niespodziewanie się wydłużyła.


14.

Teraz, 1981, Walia, Cardiff

Obudziło go pukanie do drzwi. Aż drgnął zaskoczony, nie przypominając sobie, by zasypiał. I faktycznie nie zrobił tego świadomie, ponieważ dalej siedział w wannie. Przynajmniej woda nie zdążyła dobrze wystygnąć, więc nie leżał w niej długo.
Na podwiązki Morgany, mało się nie utopił.
– Syriuszu?
– Już wychodzę.
Umył szybko głowę, czując, że jego włosy tego potrzebują, po czym wyszedł z wanny. Ubrał się i dalej wycierając włosy, wyszedł do Regulusa. Brat czekał na niego na łóżku, bawiąc się własną różdżką. Wyrzucała z siebie dziecinne, kolorowe iskry.
Kiedy jego własna różdżka zrobiła tak po raz ostatni?
– Dotykałeś moich książek – zarzucił mu brat.
– Skąd wiesz?
– Bo odłożyłeś „Hobbita” na inne miejsce.
Syriusz uniósł brew.
– To one mają miejsca? Nie wyglądają.
– Musiałbyś je wszystkie znać, by wiedzieć, że ich porządek ma sens – odparł pewny siebie. – Poczekasz, aż ja wezmę prysznic?
– Jasne.
Regulus zniknął w łazience a Syriusz podszedł do lustra. Wziął z parapetu szczotkę i rozczesał długie włosy. Powinien je już ściąć, sięgały mu za łopatki i coraz więcej było z nimi problemu niż pożytku. Przeczesał je palcami, próbując rozdzielić tę mokrą taflę, jaka utworzyła mu się na głowie. Gdy skończył, jego dłoń była oblepiona pojedynczymi włosami. Tego już za wiele.
Otworzył okno i wyrzucił je na zewnątrz. Jedyną, naprawdę jedyną zaletą jego obecnego stanu było to, że mógł wysuszyć włosy po prostu przeczesując je palcami. Nie było to jednak warte wyniszczonego organizmu, który wręcz błagał, by Syriusz przestał się nad nim znęcać. Przyjrzał się z bliska swojej twarzy. Zaczynały mu się robić cienie pod oczami. Jak tak dłużej pójdzie, będzie z daleka widać, że coś jest z nim nie tak.
Gdyby tylko wiedział, jak to powstrzymać.
Wyjrzał przez okno. W ogrodzie nie widział żywej duszy, więc spojrzał dalej, na drogę, po której jeździły mugolskie samochody – kolorowe, małe, duże, jedne o obłych kształtach, inne kanciaste. Jednak dopiero gdy po ulicy przejechał motor, serce Syriusza zabiło mocniej na tego widok. Coś takiego by chciał. Jeżeli chciałby mieć jakieś mugolskie urządzenie na własność – poza ekspresem do kawy – to byłby to motor.
– Jestem gotowy – powiedział Regulus, wychodząc z łazienki, a wraz z nim buchnęła z niej gorąca para.
– Co teraz?
Brat chyba wyczuł, że to nie jest powierzchowne pytanie o plany na resztę dnia, bo spoważniał odrobinę. Potarł kark ręką.
– Podejrzewam, że będziesz musiał dołączyć do Zakonu, a przynajmniej przekonać ich, że nie grasz w drugiej drużynie.
– Nigdy nie lubiłem bawić się z psychopatami – przyznał.
– A to ciekawe, ponieważ kuzynka Bella zawsze nazywała cię jej ulubionym kuzynem. – Uśmiechnęli się do siebie. – Będzie dobrze. Na dole jest kilka osób, które znasz.
– Kto to?
– Nie będę psuł ci niespodzianki. Chodźmy, czekają na nas.
Syriusza rozpierała ciekawość, a jednocześnie czuł niepokój. Nie chciał opowiadać się po żadnej stronie. On miał swój punkt widzenia, swój świat, swoje kredki. Do pełni szczęścia brakowało mu tylko Regulusa, który, jak na złość, trzymał się jasno określonych granic. Więc będzie musiał zrobić to, co Ślizgoni robią najlepiej. Nakłamać, uśpić czujność wszystkich dookoła, a później ukraść własnego brata. Jak dobrze pójdzie, uda mu się też zabrać ze sobą kilka innych osób.
By zakończyć tę wojnę, trzeba było zniszczyć jedną i drugą stronę, tworząc trzecią.
Dalej » Brak komentarzy
+ + + + +

[BEZRUCH] 04.

REGULUS


9.

Teraz, 1981, Anglia, Swindon

Ciepła kawa smakowała jak płynne szczęście. Nie była najlepszą kawą, jaką pił w życiu, do tego serwowano ją w podejrzanej jakości barze otwartym dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale po dzisiejszych przeżyciach zapłaciłby każde pieniądze nawet za najgorszą lurę, byleby tylko poczuć delikatny zastrzyk energii. Obaj zamówili do kawy jajecznicę z bekonem, ponieważ nic innego w menu nie prezentowało się zjadliwie.
Regulus, nawet po tej niewielkiej dawce kofeiny, czuł się śpiący i zmęczony, a patrząc na Syriusza, widział, że on również. Zaczynało powoli świtać, gdy kelnerka przyniosła im jedzenie (ona sama wyglądała, jakby miała zasnąć w tym talerzu) i chyba ich obu dopadł kryzys.
Syriusz rozmasował twarz rękoma i zagadał ją:
– Przepraszam, może nam pani doradzić?
Kobieta zamrugała zaskoczona, że ktoś coś od niej chce o tej godzinie.
– W czym?
– Chcemy się dostać stąd do Bristolu, a właściwie do Cardiff.
– To zależy, czy zależy panom na czasie, czy na pieniądzach.
– Na czasie – wtrącił od razu Regulus.
– Więc powinni panowie wybrać pociąg. Będzie drożej, chyba około trzydziestu funtów za osobę z tego, co pamiętam, mój brat ostatnio jechał, ale w niecałe dwie godziny będą panowie na miejscu. Busem jedzie się ponad cztery.
Regulusowi bardzo odpowiadało takie rozwiązanie.
– A w którą stronę powinniśmy szukać dworca?
– Na północ. Wyjdą panowie na ulicę, skręcą w prawo, później długo, długo prosto i tam już powinny być znaki. Jeżdżą tak co pół godziny, co godzinę. – Zastanowiła się. – Ale czy te wcześniejsze nie są droższe?
– To nie gra roli. – Syriusz uśmiechnął się do kobiety. – Dziękujemy za pomoc. – Gdy kelnerka odeszła, od razu zwrócił się do brata. – Mamy tyle pieniędzy?
Reg wyciągnął banknoty z kieszeni i szybko je przeliczył. Mieli niewiele ponad sto, nawet po odliczeniu za jedzenie. Nie wiedział, czy to dużo, czy mało.
– Jeżeli bilety są po trzydzieści, spokojnie nam wystarczy. Jak będą droższe, coś wymyślimy. – Spróbował swojej jajecznicy. Nie smakowała niczym konkretnym, a na pewno nie jajkami, ale była porządnie wysmażona i ciepła. – Chciałbym móc już się teleeeportować. – Ziewnięcie wkradło mu się w zdanie. Było tak zaskakujące, że ledwo udało mu się zakryć usta ręką. Syriusz, zarażony, od razu zrobił to samo. – Ale to mogłoby się źle skończyć.
– Żadnej teleportacji po nieprzytomnemu – zarządził i spojrzał na Regulusa tak, jakby widział go po raz pierwszy. A przynajmniej jego rękę. – Masz pierścień ojca.
Reg w pierwszej chwili chciał odpowiedzieć, że to oczywiste, że go ma, już się do niego przyzwyczaił i nie wyobrażał sobie własnej prawej dłoni bez ciężkiego sygnetu, ale po chwili dotarło do niego, że ostatnim razem, gdy Syriusz widział pierścień, dalej gościł na ręce ojca. I sam ojciec wtedy jeszcze żył.
Okręcił pierścień na palcu, zastanawiając się, jak to zgrabnie wyjaśnić.
– Znalazłem go u Malfoyów i… był jednym z powodów, dla których odszedłem od Czarnego Pana – wyznał. Spojrzał na Syriusza, który był wpatrzony w pierścień. Regulus zdjął go zdecydowanym ruchem z palca. – Powinien być twój. Należy do głowy rodu.
Syriusz zamrugał zaskoczony, ale nie przyjął go.
– Ja mam własny, zrobiony specjalnie dla mnie. – Poruszył palcami, a czerwone oczko jego własnego pierścienia zalśniło w sztucznym oświetleniu. – Zatrzymaj go. Ty go znalazłeś, jest teraz twój.
– Jesteś pewien?
– Tak.
Brat uśmiechnął się do niego, a Regulus poczuł… ulgę. Zaczął już myśleć o pierścieniu jako o swoim, oddałby go tylko dlatego, że tak wypadało, a nie, bo chciał. A teraz, oficjalnie, należał do niego.
Włożył go z powrotem na palec, ciesząc się jego przyjemnym chłodem.
– Dziękuję.
Na stację dotarli dość szybko. Okazało się, że kurtki przeciwdeszczowe się przydały, ponieważ mżyło przez całą drogę.
Dworzec znajdował się w dziwnym, prostokątnym budynku, w niczym nie przypominającym londyńskiego King’s Cross, pełnego dumy i piękna. Regulus nawet nie ukrywał swojego obrzydzenia dla tej mugolskiej porażki architektonicznej.
Jak mówiła kelnerka, bilety o tej godzinie były droższe, ale wyrobili się z budżetem i zostali z funtem dwadzieścia w kieszeni. Pociąg w środku nie różnił się niczym od magicznej lokomotywy, może jedynie kolorem foteli, więc pierwszy raz od dawna poczuli się pewnie.
Regulus usłyszał, jak kobiecy głos informuje cały dworzec, że pociąg Swindon-Cardiff z peronu pierwszego odjeżdża za trzy minuty i oparł się o brata. Czuł, że Syriusz zasnął w ciągu chwili, a może nawet w momencie, w którym usiadł na fotelu. Pachniał trochę jeszcze wodą i ziemią, ale tym, co zaskoczyło Regulusa najbardziej, była słaba, ale wciąż wyczuwalna woń jego perfum. Skojarzyły się one Regulusowi ze spokojem, z mamą i Stworkiem, z magicznymi obrazami przodków, z antycznym kurzem, który unosił się powietrzu. Syriusz pachniał domem i ta woń sprawiła, że nim Regulus się zorientował, również spał.
10.

Wcześniej, 1979, Anglia, Malfoy Manor

Regulus czuł się oburzony tym, że kuzynka Narcyza poinformowała go, że jest w ciąży, na przyjęciu, gdzie ogłosiła to również wszystkim zgromadzonym. Co gorsza, potraktowała go nie jak członka rodziny, a kolejnego śmierciożercę z szeregu, ponieważ cała ta impreza była wypełniona tylko zwolennikami Czarnego Pana.
Stojący obok niego Barty napił się szampana, patrząc z obojętnym wyrazem twarzy na zadowolonych przyszłych rodziców.
– To będzie biedne dziecko – stwierdził.
– Czemu tak myślisz?
– Ponieważ Malfoy to okropny lizydup, a twoja kuzynka, bez obrazy, bardziej myśli o paznokciach niż o czymkolwiek innym.
– Nie obrażam się i raczej chodziło ci o biżuterię. Narcyza to trochę taka sroka.
Kąciki ust Barty’ego zadrżały w skrywanym uśmiechu.
– Dzisiaj jest nawet podobnie ubrana – zauważył trafnie, przez co obaj musieli się odwrócić w stronę okna, by ukryć rozbawienie.
Reg miał doła po akcji na Pokątnej, nie chciał przychodzić na żadne przyjęcia, a tym bardziej do Narcyzy i jej durnego męża, ale Barty nalegał. Teraz czuł się nawet trochę lepiej, że miał głowę zajętą takimi drobiazgami, jak nietrafiona szata kuzynki, a nie śmierć aurora.
Chociaż nie miał pewności, czy mężczyzna faktycznie umarł, to czuł się winny.
– Spójrz na niego. – Barty trącił Rega ramieniem, zwracając jego uwagę na stojącego pod ścianą Snape’a. – Czarny Pan mu płaci za eliksiry, to stać go i na nową szatę.
– Co on tutaj w ogóle robi?
Gdy dołączyli do śmierciożerców, żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że jakiś czarodziej półkrwi będzie miał możliwość pracować dla Czarnego Pana, a Snape nie dość, że nosił Mroczny Znak na przedramieniu jak oni wszyscy, to jeszcze mocno aspirował do wewnętrznego kręgu. Między innymi dlatego ani Regulus, ani Barty nie lubili Malfoya, który zdawał się pomagać starszemu Ślizgonowi.
– Podobno jego matka była z dobrej, czystokrwistej rodziny, zanim oszalała i wyszła za mugola. Nie pamiętam imienia, ale na nazwisko miała Prince.
Regulus prychnął.
– To, że jego matka nazywała się Prince, nie znaczy, że on jest jakimś księciem półkrwi. Patrzy na nas wszystkich tak, jakby czuł się lepszy. Niech nie myśli sobie, że jest niezastąpiony, ponieważ wie, w którą stronę mieszać chochelką w kociołku.
Barty parsknął niespodziewanie, zwracając na nich uwagę kilku najbliżej stojących osób. Regulus poklepał go po plecach, udając, że coś się faktycznie stało. Ponad ramieniem przyjaciela widział, że Snape przygląda im się podejrzliwie.
– Ty go po prostu nie lubisz w solidarności z bratem – zarzucił mu Barty z rozbawieniem, widząc jego minę.
– Wcale nie. Nie lubię go za to, że nie zna własnego miejsca.
– A za co nie lubi go Syriusz?
Nie wiedział, co odpowiedzieć.
– ...za coś innego, tego jestem pewien. Wyjdźmy z głównej sali, tłoczno tutaj i duszno. Kto wie, czy Narcyzie nie wpadnie do głowy, by teatralnie zemdleć, by zwrócić na siebie uwagę.
– Myślisz, że ciąża nie dostarcza jej dostatecznej ilości atencji?
Regulus uśmiechnął się do przyjaciela.
– Blackowie nigdy nie mają dostatecznej ilości atencji.
Wyszli z salonu i chwilę błąkali się po korytarzach, szukając after party, ponieważ na każdym dużym, sztywniackim przyjęciu było dobre after party. Zwabieni śmiechami wydobywającymi się z jednego z pokoi, zajrzeli do środka.
– Jak to jest, Tatiano, że zawsze jesteś tam, gdzie coś się dzieje? – zapytał.
Udało im się znaleźć sypialnię państwa Malfoyów, którą wcześniej odkryła Tatiana wraz z Rowle’em, Lucasem i kilkoma innymi chłopakami w ich wieku. Dziewczyna narzuciła na swoją granatową suknię ciężkie futro z norek kuzynki Narcyzy, wsadziła papierosa w lufkę i bawiła się różowym szalem, który zarzuciła właśnie na osobę siedzącą na fotelu ustawionym tyłem do drzwi wejściowych.
Zaśmiała się z całym wdziękiem, na jaki było ją stać po kilku kieliszkach ginu, i podbiegła do nich.
– Ponieważ to ja – zaakcentowała – sprawiam, że coś się dzieje.
Pociągnęła ich na środek, by pokazać im swoje dzieło. Regulus aż się wzdrygnął.
– W mordę hipogryfa, Tatiano, coś ty mu zrobiła? – zapytał Barty w szoku.
– Ja? Nic. Dostał wylewu już jakiś czas temu. Ja tylko sprawiam, że na powrót jest piękny. – Poklepała mężczyznę po twarz. – No już, panie Malfoy senior, wstajemy!
Na fotelu siedział Abraxas Malfoy, wyglądający jak cień siebie. Prawy policzek jakby całkowicie mu spłynął, oczy zrobiły się wodniste, jedną rękę miał wykręconą nienaturalnie, a drugą zaciśniętą tak mocno, że pobielały mu knykcie, a dokładając do tego fakt, że Tatiana pozarzucała na niego kolorowe szale i zrobiła makijaż kosmetykami Narcyzy, wyglądał wręcz groteskowo. Wybełkotał coś niezrozumiałego, gdy go poklepała.
Lucas, siedzący do tej pory w nogach łóżka, roześmiał się niespodziewanie.
– Och, Reggie, gdybyś widział teraz swoją minę. Przeraził cię pan stary Malfoy?
Wszyscy w tym pokoju byli zbyt pijani, by zdawać sobie sprawę z tego, że znęcają się nad mężczyzną, który nie może się nawet bronić.
– Nie, wygląda po prostu… strasznie.
– Och, ożywił się! – Ucieszyła się Tatiana.
Faktycznie. Gdy tylko mężczyzna zatrzymał swoje spojrzenie na Regulusie, zrobił się bardziej pobudzony. Zaczął bełkotać i ślinić się, rozmazując szminkę, a do tego wyglądał tak, jakby chciał podać Regowi to, co trzymał w zaciśniętej dłoni. Właściwie dźwięki, które wydawał, brzmiały trochę jak śmiech.
Tatiana podbiegła i z rozpędu wskoczyła na Rowle’a, śmiejąc się głośno. Barty znalazł się nagle przy Lucasie, komentując ich dziecinne zachowanie z pobłażaniem – ciężko było stwierdzić jednoznacznie, czy się na nich złości, czy ich chwali.
Regulus patrzył za to na starego Malfoya, oglądając wysiłek, jaki mężczyzna wkładał w wyciągnięcie ręki w jego stronę. Sam nie wiedział, po co podłożył dłoń, nie spodziewał się niczego poza chusteczką czy pustym papierkiem po cukierku. A jednak coś ciężkiego uderzyło o wnętrze jego dłoni.
Zanim dobrze zarejestrował, co to było, jego zaciśnięta pięść trafiła w obwisły policzek starca, a sam Abraxas Malfoy zajęczał z bólu. Zaraz też Lucas z Bartym znaleźli się przy Regulusie, przytrzymując jego ramiona i odciągając od starca.
– Odbiło ci, Reg? To tylko staruch. Nie śmiał się przecież z ciebie! – wyjaśnił Barty, ale Regulus go nie słuchał.
Abraxas Malfoy śmiał się z niego, z niego i Syriusza, z mamy, śmiał się z całej rodziny Blacków.
W sypialni zrobiło się cicho, nawet Tatiana wyczuła, że coś jest nie tak, i siedziała przytulona do Rowle’a, nie odzywając się. Lucas ani myślał puścić Regulusa, jakby w obawie, że ten się znowu rzuci na starca. I gdyby był Syriuszem, pewnie by tak zrobił.
Ale nie był, więc się rozluźnił.
– Zdenerwowałem się, przepraszam. Wszystko ok. Naprawdę. – Zapewnił, gdy mimo tego nie chcieli go puścić. – Już jestem spokojny, chłopaki.
Obaj rozluźnili uściski, a Regulus od razu włożył ręce do kieszeni.
– Powinieneś się przewietrzyć – poleciła mu Tatiana.
Nie zrobiła tego z dobrej woli czy troski. Reg ją znał, wiedział, że nawet jeżeli tego po niej nie widać, była niezadowolona, że zepsuł klimat na jej małym after party, które stworzyła. Nie zamierzał jej przepraszać, ale z drugiej strony nie miał w planach udawania, że wszystko jest w porządku.
– Masz rację. Pójdę sam. – Powstrzymał Barty’ego, który chciał z nim wyjść. – Muszę pomyśleć.
Opuścił sypialnię Malfoyów i zszedł na dół, do ogrodu, gdzie chodziły białe pawie, grube i śmierdzące, a do tego krzyczące tak przeraźliwie, że człowiek miał ochotę poukręcać im te małe łebki.
Jak Narcyza mogła żyć w takim miejscu?
Przeszedł przez prawie cały ogród, by oddalić się jak najbardziej od rezydencji, i usiadł na miękkiej, nagrzanej w słońcu trawie. Nie wypadało mu, jako czystokrwistemu czarodziejowi, się tak zachowywać, ale tutaj nikt go nie widział.
Sięgnął do kieszeni. Na jego dłoni leżał czarny pierścień, ciężki i powycierany w kilku miejscach od używania. W oczku zamiast szlachetnego kamienia miał wyryty herb Backów, z gwiazdami i psami. Regulus pogładził go kciukiem z czułością. Gdy ojciec zginął, pierścień przepadł jak kamień w wodę, dziedzictwo rodowe tak po prostu zniknęło, ponieważ… jakiś głupi, brudny i kłamliwy Malfoy go zabrał.
Tylko jak?
Gdyby ktoś go zapytał, jak długo siedział w ogrodzie i co właściwie tam robił, nie potrafiłby odpowiedzieć. W pewnym momencie po prostu zorientował się, że zrobiło się za chłodno, by leżeć na trawie, a na niebie świeciły gwiazdy, przyglądając się, jak Regulus ogląda ze wszystkich stron raz po raz pierścień i zastanawia się na głos, co się z nim działo przez te osiem lat.
Gdyby ktoś go zobaczył, wziąłby go za wariata.
Wrócił do posiadłości, w której zrobiło się cicho. Zajrzał do głównego salonu, gdzie pozostało tylko kilku gości rozmawiających przyciszynymi głosami między sobą. Odszukał drogę do sypialni Malfoyów, która opustoszała całkowicie. Jedynym dowodem na to, że ktoś tutaj się bawił, były porozrzucane ubrania i Abraxas Malfoy, pozostawiony w tym samym miejscu, w którym Regulus widział go poprzednio.
Zamknął za sobą drzwi i bardzo powoli podszedł do fotela. Obudził zmęczonego starca, trącając go lekko w ramię. Malfoy uniósł na niego wzrok.
– Wylegilimuję cię na drugą stronę, póki nie dowiem się, skąd go wziąłeś – ostrzegł i chwycił pomazaną i chłodną twarz starca w ręce, by mu się nie wyrwał.
Wdarł się do jego umysłu. Nigdy nie miał do tego talentu, czym zawsze smucił matkę, która uważała, że czarodziej, który nie potrafi ochronić własnych myśli, jest z góry skazany na porażkę. Oceniłby swoje umiejętności na coś między nędznym a zadowalającym, jednak teraz, pełen determinacji i zawziętości, nie miał problemu z przeszukiwaniem myśli Malfoya.
Myśli, że starzec mu na to pozwolił, nie dopuszczał do siebie.
Ku swojemu zaskoczeniu, znalazł się na ministerialnym korytarzu. Minął go właśnie Abraxas Malfoy, młodszy, zadbany, z całą twarzą tam, gdzie być powinna. Towarzyszył mu stary Yaxley, widocznie zadowolony z czegoś, a między nimi szedł sam Czarny Pan. Regulus aż wstrzymał oddech, widząc go z tak bliska.
Zmierzali w konkretne miejsce, było to widać po ich chodzie, pewności siebie i wzroku utkwionym przed sobą. Zaczął czuć niepokój, gdy na horyzoncie pojawił się gabinet ze zgrabnym „O. A. Black” wypisanym na drzwiach.
Nikt nie zapukał, nie zawahał się przed naciśnięciem klamki, po prostu weszli do środka, jak do siebie. Regulus nie wiedział, która jest godzina, dlaczego ministerialny korytarz był tak przerażająco pusty, ale w tym momencie sam miał ochotę krzyczeć i wołać o pomoc, ponieważ domyślał się, co się zaraz stanie.
Czarny Pan ledwo dobrze postawił nogę w pomieszczeniu, a uniósł różdżkę i powiedział spokojnie:
– Avada Kedavra.
Oglądał całą scenę tak, jakby ktoś spowolnił czas. Ojciec podniósł głowę, patrząc na nieproszonych gości. Jego twarz nie zdradzała zaskoczenia nawet wtedy, gdy z różdżki Czarnego Pana wyleciał zielony strumień światła. Był spokojny, opanowany i jedną zmianą, jaka w nim zaszła, to zamknięcie oczu. Ktoś krzyczał i do Regulusa doszło po chwili, że to on sam krzyczy, jakby mógł zmienić przeszłość.
Gdy zaklęcie trafiło w pierś ojca, wszystko wróciło do normy. Jego ciało zwaliło się bez życia na biurko. Było po wszystkim. Reg przerażony patrzył na tę scenę.
– A to – Malfoy podszedł do ojca i zdjął pierścień z jego palca z łatwością – wezmę sobie na pamiątkę.
– Nic tu po nas – zawyrokował Czarny Pan, chowając różdżkę do kieszeni.
Yaxley zacmokał niezadowolony.
– Mój Panie, nie uważasz, że to byłoby zbyt proste? Odmówił nam i zmarł wręcz bezboleśnie. Ktoś powinien ponieść za to karę.
– Co chcesz zrobić? – zapytał Malfoy, nie patrząc nawet na kolegę, zbyt zajęty oglądaniem pierścienia.
– Hm, niech się zastanowię. – Yaxley obszedł fotel ojca powoli, przyglądając się uważnie zmarłemu. Zauważył ramkę ze zdjęciem na biurku, którą podniósł i przyjrzał się jej dokładnie. Regulus ze swojego miejsca nie widział, co przedstawia, ale się domyślał. – Myślę, że powinniśmy wysłać prezent do syna.
Czarny Pan kiwnął głową.
– Rób, co chcesz tak długo, jak nikt nie połączy tego z nami.
Odwrócił się na pięcie i wyszedł, Malfoy zaraz za nim. Regulus czuł, że ta część wspomnienia staje się poza jego zasięgiem, ale zanim rozpłynęło się ono całkowicie, widział jeszcze, jak Yaxley wyjmuje różdżkę, chwyta ojca za gładko zaczesane do tyłu włosy i unosi jego głowę, by…
Aż go odrzuciło do tyłu, gdy wydostał się z głowy starego Malfoya. Cały drżał, czuł, jakby mieśnie wykonano mu z waty, nie chciały go w ogóle słychać, oddech to samo, był płytki i urwany, czuł, że nie może dobrze nabrać powietrza, że się dusi, że coś jest nie tak, że się boi, że nie chciał, tak okropnie nie chciał tego zobaczyć.
Nie miał pojęcia, czy faktycznie słyszał kroki na korytarzu, czy jedynie w swojej głowie, ale przeczołgał się przez pokój do otwartej garderoby i ukrył przy ścianie. Całe ręce miał ubrudzone nieudanym makijażem starego Malfoya. Chwycił leżącą nieopodal sukienkę i wytarł o nią dłonie mimo trudności, jakie przysparzało mu jego własne ciało, drżąc jak głupie. Zakrył sobie usta rękoma, gdy ktoś wszedł do sypialni.
– Co się tutaj stało?! – Słyszał wyraźnie kuzynkę Narcyzę, jak chodzi i tupie obcasami. Była zdenerwowana. – Na galopujące gargulce, Lucjuszu, co oni zrobili z twoim ojcem?
– Cholerna dzieciarnia. Jak oni się w ogóle dostali do jego pokoju?
– Pewnie znów się sam z niego wydostał. Może to go nauczy nie szwędania się po domu, gdy ma siedzieć zamknięty u siebie. I kto im pozwolił dotykać moje ubrania?!
– Nie krzycz, kobieto. Zabiorę go do siebie, a ty pozbądź się wszystkich gości. Skończyła się uprzejmość dla głupiego mięsa armatniego.
Mięso armatnie. Tak myślał o nich mąż kuzynki Narcyzy. Czy ona sama też tak myślała o Regulusie? Że powinien pójść na pierwszy ogień i umrzeć jak jakiś głupiec?
Dopiero gdy usłyszał trzask zamykanych drzwi, wychylił głowę z garderoby, a gdy okazało się, że faktycznie nikogo nie było w sypialni, powoli, bardzo powoli się podniósł i wyszedł na korytarz.
Zrobiło mu się zimno, więc objął się rękoma i potarł ramiona. Szedł powoli, nie dlatego, że był zbyt czujny, a dlatego, że w ogóle sobie nie ufał. Nie wiedział, czy się nie przewróci o własne nogi, gdy zacznie biec. Nie mógł zejść całkiem na parter, ponieważ Narcyza wyganiała gości, a on nie chciał, by go zauważyła, więc ukrył się w cieniu, czekając, aż odejdzie.
– Ukrywasz coś, Black?
Mało nie podskoczył, słysząc za sobą kogoś. Snape stał w odległości ramienia i przyglądał mu się z kpiącym uśmiechem. Regulus, jak na złość, zapomniał wszystkich inwektyw, jakich mógłby użyć w tym momencie. Gapił się na niego jedynie oniemiały.
Snape chyba nie osiągnął zamierzonego efektu, ponieważ skrzywił się z niesmakiem.
– Nie bierz przykładu z brata i nie ćpaj tyle.
Wyminął go i razem z resztą gości opuścił posiadłość.
Regulus stał jeszcze chwilę przy ścianie, analizując sytuację. Dobrze, że Snape uznał, że jest pod wpływem. Przynajmniej nie będzie niczego podejrzewał.
Opuścił dom Malfoyów w nerwach. Teleportowanie się w tym stanie było ryzykowne, ale budynek stał pośród pola, więc nie miał innego wyboru. Jego nogi oderwały się od jednego gruntu, a gdy tylko dotknęły następnego, Regulus zgiął się wpół i zwymiotował na własne buty. Patrzył przez chwilę na mieszaninę żółci, szampana i kremówek, które spływały po skórzanych noskach.
– Chłoszczyć.
Wyczyścił obuwie i rozejrzał się, gdzie jest. Chciał się deportować do Regent’s Parku, jednak było ciemno, a on nie w najlepszej kondycji, więc nie miał pojęcia, czy mu się udało. Zszedł z trawnika na chodnik i szedł przed siebie tak długo, aż odnalazł znajomą uliczkę.
W całej głowie miał mętlik.
Ojciec odmówił czegoś Czarnemu Panu – współpracy, pieniędzy, pomocy, czegokolwiek – a ten go zabił. Zabrał ze sobą Malfoya, który prawdopodobnie chciał się napawać klęską głowy rodu Blacków lub miał w tym inny, sobie tylko znany cel, oraz wziął Yaxleya, który…
Znów zaczął płycej oddychać, ale musiał się uspokoić. Czarny Pan zabił ojca, Malfoy ukradł pierścień, a Yaxley odciął mu głowę i wysłał ją w pudełku Syriuszowi na dwunaste urodziny.
Nie wytrzymał i zwymiotował do najbliższego śmietnika.
11.

Teraz, 1981, Walia, Cardiff

Konduktor obudził ich, informując, że są na miejscu. Regulus czuł się bardziej zmęczony niż wcześniej, ale prawdopodobnie miał jedynie takie wrażenie i chodziło o to, że był zaspany. Mimochodem poprawił swoje włosy, widząc, jak rozczochrany jest Syriusz. Miał tylko nadzieję, że nie dostarczyli mugolom rozrywki, śpiąc w dziwnej pozycji.
– Gdzie teraz? – zapytał Syriusz, próbując okiełznać własne włosy, które chyba pierwszy raz w życiu go nie słuchały.
– Do hotelu.
Drogę przez miasto Regulus znał doskonale, tak samo jak dziwny akcent mieszkańców. Kilka razy musiał chwycić brata za nadgarstek, by nie zgubić go w tłumie ludzi, którzy pędzili do pracy. Syriusz, jak widać zachęcony do żartów, chwycił go w końcu za rękę w ten sam sposób, w jaki chodzili jako małe brzdące, splatając razem palce. Tyle że wtedy taki gest nie był odbierany jednoznacznie. Jego plan miałby szansę się powieść, gdyby nie szli w porannych godzinach szczytu, gdzie nikt nie zwracał na nich uwagi.
– Daleko jeszcze?
– Jakieś piętnaście minut.
Regulus poczuł, że Syriusz zaczął się denerwować. Sam musiał przyznać, że też powoli się stresował. Gdy wybierał się do Swindon, nie podejrzewał, że wróci do siedziby z własnym bratem. James leżał nieprzytomny, Frank zapewne skorzystał z okazji i odwiedził żonę, Benjy wstawiłby się za nim tylko wtedy, gdyby na drzewach zaczęły rosnąć galeony, a Mary nie miała takiej siły przebicia. Znając swoje szczęście, Campbell na pewno był w środku i tylko czekał, by mu dopiec.
Rozmyślania o innych członkach Zakonu uświadomiły Regulusowi pewną rzecz.
– Syriuszu, czy ty z kimś byłeś w Swindon?
Brat spojrzał na niego ciekawie.
– Czemu pytasz?
– Nikt nie będzie cię szukał?
– Pewnie tak, ale najpierw będzie musiał odkryć, że wybrałem się do Swindon w pierwszej kolejności, a później uprowadzono mnie do Walii. – Uśmiechnął się psotliwie.
– Ja ci dam uprowadzono. – Jednak odwzajemnił uśmiech. – Dlaczego wybrałeś się do Swindon?
Syriusz nie odpowiedział od razu.
– Śmierciożercy dostali cynk, że tam jesteś, więc deportowałem się z nimi. Wiesz, ja nie jestem związany z żadną stroną, więc nikt specjalnie nie krył się przy mnie z przekazywaniem informacji. No i wykazali się okropną ignorancją – stwierdził, używając przerysowanego, arystokratycznego tonu. – Naprawdę, Reg, to było coś w guście „przywieźli lwa do Swindon” i myśleli, że się nie domyślę.
– No co za chuje – odpowiedział Regulus tym samym, przerysowanym tonem i obaj się zaśmiali. – Więc nikt nie wie, że tutaj jesteś?
– A co, chciałbyś mnie przesłuchiwać i torturować?
Zatrzymali się nagle.
– Nie, ale nie obiecuję, że tak się nie stanie. Syriuszu, witaj w kwaterze głównej Zakonu Feniksa.
Dalej » Brak komentarzy
+ + + + +

[BEZRUCH] 03.

SYRIUSZ


6.

Teraz, 1981, Anglia, Swindon

Przez chwilę nie miał pojęcia, czy w ogóle zrozumiał to, co Regulus powiedział. Nie słyszał, by ktoś używał imienia Rogacza od… od zakończenia szkoły. Również nie widział go od tamtego momentu. Niby słyszał jakieś pogłoski o tym, że Reg kręci się wokół niego w tym całym Zakonie Feniksa, ale jakoś nie dawał temu wiary. Oni się nienawidzili, tak ich zapamiętał. Co się stało po drodze, że ich wzajemny stosunek uległ zmianie?
Odsunął brata na długość ramion, by go zapytać, czy może chodziło o jakiegoś innego Jamesa, to było w końcu bardzo popularne imię, całkiem jak John, ale jego zdeterminowana mina i powaga malująca się na twarzy uświadomiły mu, że słyszał dobrze.
Muszą uratować Jamesa. Tylko, na podwiązki Morgany, co Rogaczowi było?
– Gdzie on teraz jest?
– W Cardiff.
– Co on robi w Walii?!
Syriusz nie był pewien, czy faktycznie chce znać odpowiedź na swoje pytanie. Wiedział jedynie, że w tym stanie, gdy obaj ledwo stali i wyglądali jak siedem nieszczęść, teleportowanie się dalej niż kilka mil będzie ryzykowne. Co tam ryzykowne, Regulus pewnie by się rozszczepił przy teleportacji łącznej, a przecież jedyny wiedział, gdzie trzymają Pottera. Sam Syriusz nie miał bladego pojęcia o czarach leczniczych.
Regulus wzruszył jedynie ramionami w odpowiedzi na jego pytanie.
– Nie deportujemy się – zarządził, a Reg nie oponował. – Ale musimy się jakoś tam dostać.
– Z Bristolu płynie prom do Cardiff.
– Tak, ale my jesteśmy niedaleko Swindon, a to jest jakieś… czterdzieści, pięćdziesiąt mil od Bristolu?
– Już nie przesadzaj. Na pewno nie ma pięćdziesięciu. Coś wymyślimy. Przez ten czas, gdy się nie widzieliśmy, już wielokrotnie musiałem uciekać z newralgicznych punktów mugolskimi sposobami. Najwyżej pojedziemy tą, jak ona się nazywa, autostradą. Do Walii chyba jedzie M41 i przejeżdża przez Severn Bridge2… Czemu tak na mnie patrzysz?
Syriusz faktycznie patrzył na brata w nadzwyczajny sposób, nie kryjąc swojego zdziwienia. Nigdy nie sądził, że Regulus zainteresuje się mugolską kulturą i zwyczajami na tyle, by wiedzieć, czym jest autostrada i do tego służy, a o znajomości nazwy konkretnej autostrady do Cardiff nawet nie śnił!
– Skąd ty masz takie informacje?
– W tamtym roku otworzyli odcinek z Newport do Cardiff – odpowiedział Reg, jakby to było czymś oczywistym i powszechnie wiadomym. Widząc, że Syriusz dalej nie rozumie, dodał: – Zakon ma siedzibę w Cardiff.
– To trochę wyjaśnia, ale nadal nie wszystko.
Regulus podszedł do porzuconej przez siebie bluzy i wycisnął z niej wodę jak ze zwykłej szmaty. Na sam ten widok Syriuszowi zrobiło się chłodniej w jego całkowicie przemokniętym płaszczu, ale ani myślał go zdejmować. Nie przy bracie.
– Resztę opowiem ci po drodze. Jestem pewien, że sam masz wiele ciekawych historii w zanadrzu. – Syriusz jedynie uśmiechnął się słabo. – Mamy kawałek do przejścia, jeżeli chcemy wrócić do Swindon przed zmrokiem.
– Jak to chcemy wrócić? Przecież chwilę temu chcieli nas tam zabić. Precyzując, chcieli zabić ciebie – wypomniał mu z niezadowoloną miną.
Regulus uśmiechnął się lekko.
– Skoro chcieli mnie zabić i uciekłem, na pewno nie wpadną na to, by mnie tam szukać.
7.

Wcześniej, 1980, Anglia, Brighton

Syriusz pogwałcił całkowicie prywatność Regulusowego pokoju, jak i biurka, by odnaleźć adres Bartemiusza Croucha. Gdzieś pomiędzy czystymi rolkami papieru, kałamarzami, nie otwartą paczką landrynek a dwoma połamanymi piórami znalazł starą, magiczną pocztówkę z adresem na wierzchu. Nigdy nie gościł w Brighton, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz.
Deportował się sprzed furtki Grimmauld Place 12 w miejsce ukazane na wierzchu i zostawił w Londynie siąpiący ponuro deszcz, by zamienić go na wietrzne popołudnie nad kanałem La Manche. Poprawił poły swojego płaszcza, żałując trochę, że na pierwszym roku studiów nie kupił odrobinę dłuższego, i przeszedł w stronę zabudowań, gdzie, miał nadzieję, tak nie wiało. Niestety, w uliczkach podmuchy zdawały się mocniejsze, targały jego włosami we wszystkie strony, a także przenikały przez gruby flausz i sweter wprost do kości. Syriusz wszedł do pierwszego lepszego baru z rybą i frytkami, by się trochę ogrzać i zebrać myśli.
Uderzył go zapach starego oleju sprawiający, że powietrze wydawało się tłuste. Podszedł wprost do lady i pokazał sprzedawcy adres. Został pokierowany w całkiem inną część miasta, co oznaczało, że by dostać się do Barty’ego i nie zamarznąć, musiał rzucić na siebie kilka zaklęć rozgrzewających. Jeżeli miał wrócić do Anglii na dłużej, będzie musiał sobie wyrobić wprawę w ich rzucaniu.
Do Barty’ego rzadko, bo rzadko, wpadał jedynie Regulus. Co nie było niczym dziwnym, w końcu Syriusz się nie kolegował z przyjacielem brata i tolerował go w ich domu, gdy ten przyjeżdżał, jedynie z grzeczności. Z Bartym mieli konflikt interesów, ponieważ im obu zależało na opiece nad Regiem, tyle że ich metody wzajemnie się wykluczały.
Rezydencja państwa Crouch okazała się idealnie biała, a może wręcz nieprzyzwoicie biała, wybijając się świeżym kolorem na tle innych domów. Syriusz spojrzał na adres na pocztówce, później na numer na drzwiach, po czym zrezygnowany zapukał, czekając na odzew.
Otworzyła mu skrzatka, nawet ładna jak na jej rasę, widać, że młoda, ubrana w – a jakże – białą serwetkę. Uszy miała położone w taki sposób, że wyglądem przypominały dwa kucyki. Gdyby Syriusz nie miał wrodzonego wstrętu do skrzatów, stwierdziłby, że jest nawet urocza.
– Mrużka wita pana w domu państwa Crouch. Jak Mrużka może pomóc?
– Nazywam się Syriusz Black. Czy Barty jest w domu? Barty Junior – uściślił, nie będąc pewnym, czy skrzatka go zrozumie. Miał ochotę przekląć wszystkich, którzy dawali własnym synom takie same imię jak ich własne.
– A czy Mrużka może wiedzieć, co sprowadza pana Blacka do panicza Barty’ego? Panicz nie poinformował Mrużki, że spodziewa się gości.
– Jestem jego kolegą ze szkoły, właśnie wróciłem z Francji i chciałem go odwiedzić.
Nie było to do końca prawdą, ale skrzatka od razu się rozpogodziła.
– Panicz Barty jest w swoim pokoju. Czy zaprowadzić pana do panicza, panie Black?
– Tak.
Całe wnętrze było wręcz… sterylne. Na ścianach nie wisiały żadne obrazy, meble wykonano z pomalowanego na biało drewna, ściany pociągnięto białą farbą i nawet cholerna wykładzina była biała! Syriusz czuł się jak w szpitalu i odznaczał się na tle wszystkiego ubrany cały na czarno, z jedynym akcentem kolorystycznym w postaci czerwonej podszewki własnego płaszcza.
Postanowił, że to będą szybkie odwiedziny.
– Oto pokój panicza Barty’ego, panie Black.
– Dziękuję, Mrużko, możesz odejść.
Gdy skrzatka zniknęła z cichym pyknięciem, zapukał do drzwi. Nie uzyskawszy jednak odpowiedzi, nacisnął klamkę i wszedł do środka. Barty siedział przy biurku tyłem do niego, pochylony nad książką, ale mógł to być równie dobrze dziennik, atlas lub coś całkiem innego.
– Mówiłem, by mi nie przeszkadzać – odezwał się, nawet nie spoglądając za siebie.
– Ja nic takiego nie słyszałem.
Barty odwrócił się do niego całkiem zaskoczony. Przynajmniej on w swoim własnym pokoju nie uskuteczniał białej obsesji i poza ścianami oraz wykładziną, każda rzecz miała swój konkretny, wyrazisty kolor.
– Syriusz – powiedział, jakby chciał utwierdzić sam siebie przekonaniu, że dobrze widzi.
– Tak mam na imię. – Zamknął za sobą drzwi. – Nie cieszysz się na mój widok.
– A spodziewałeś się, że się ucieszę? Ja bym na twoim miejscu oczekiwał pytania „co tutaj robisz?” od progu.
– Nie zapytasz mnie o to?
Milczeli chwilę, patrząc na siebie uważnie, a raczej Barty patrzył na Syriusza tak, jakby analizował całą sytuację i wszelkie powody, które skłoniły brata przyjaciela do odwiedzin.
– Nie ma go tutaj – odpowiedział po chwili. – I nie wiem, gdzie jest.
Syriusz nawet nie krył rozczarowania.
– Kiedy widziałeś go po raz ostatni?
– Gdzieś w styczniu? – Wzruszył ramionami. – Może w lutym. Nie powiem ci dokładnie. A ty?
– W święta.
– Czemu zacząłeś go szukać dopiero teraz?
– Nie podejrzewałem, że będę musiał go szukać w ogóle – przyznał zgodnie z prawdą. – Mogę zapalić?
Barty nie wyglądał na zadowolonego. Jedynie wskazał głową okno. Syriusz przeszedł przez cały pokój, nie słysząc swoich kroków wygłuszonych wykładziną. Nie przywykł do tego. Podłogi w Grimmuald Place pokryto parkietem skrzypiącym przy każdym kroku. Kamienica była stara i głośna, jak narzekający starzec, który postanowił wylewać żale i zgryzoty. Wszystko żyło. Dom Crouchów ze swoją ciszą wydawał się martwym noworodkiem.
Przeraził go to porównanie.
Uchylił okno i zapalił. Wiatr świszczał w szczelinie nieprzyjemnie.
– Słyszałem, że z Anglii zrobił się poligon.
– To raczej zimna wojna.
– Dlatego w niewyjaśnionych okolicznościach giną czarodzieje mugolskiego pochodzenia?
– Zrobiłeś się nagle altruistą, Syriuszu?
Odwrócił się w stronę Barty’ego, mierząc go niechętnym spojrzeniem.
– A ty większym chujem? Nie mów, że popierasz kogoś, kto zabija tych, którzy nie wpisują mu się w obrazek idealnego magicznego społeczeństwa.
– Popieram. – Syriusz nie był pewien, czy był bardziej zaskoczony faktem, że właśnie poznał śmierciożercę, czy tym, że Barty się do tego tak po prostu przyznał. – Popieram go w oczyszczaniu społeczeństwa z tych, którzy kradną magię.
– Kradną magię! Dobre sobie. Ktoś to kiedyś potwierdził? Widziałeś badania, testy, cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że masz rację? Bo równie dobrze jakiś pijany czystokrwisty mógł zbrzuchacić mugolkę i pach! mamy małego czarodzieja półkrwi. A może mugola półkrwi, jeżeli jego moc się nie uaktywniła?
Barty poczerwieniał lekko.
– Zachowaj te obrzydliwe insynuacje dla siebie. Ale dobrze, skoro nie wierzysz w kradzież magii, co powiesz o tym, co jest bardziej namacalne? Co powiesz o wycinaniu lasów, przeganianiu magicznych stworzeń tylko po to, by wylać połacie betonu dla tych mugolskich, latających ptaków? Co powiesz o tym, że magia ucieka z dużych aglomeracji, takich jak Londyn, Liverpool czy Birmingham? Mieszkasz w jednym z tych miast, nie czujesz, że jest już bardziej mugolskie niż magiczne? Co powiesz o tym, że rodzi się więcej charłaków w rodzinach, które od zawsze słynęły z magii? Co powiesz o tym, że ukrywamy się, jakbyśmy zrobili coś złego, a oni żyją wolni, nieograniczeni przestrzenią ani przepisami? – Pochylił się w jego stronę. – Co powiesz na to, że twój brat przyznaje mi rację?
Syriusz podszedł do Barty’ego i położył mu rękę na ramieniu tylko po to, by go pchnąć do tyłu i uderzyć jego plecami o oparcie krzesła. Ten wybuch złości nie poprawił mu humoru, a ponure oblicze młodszego Ślizgona wcale go nie ucieszyło.
– Mylisz się. I jeżeli Regulus faktycznie myśli tak jak ty, również się myli. A wiesz dlaczego? Bo może i wycinanie magicznych lasów moglibyśmy powstrzymać, ale nasi urzędnicy to cipy. Może moglibyśmy mieć więcej magicznej przestrzeni, ale zawsze brakuje pieniędzy na wykupienie gruntu w tym pieprzonym kraju. Może mielibyśmy więcej magicznych dzieci, gdybyśmy się nie mieszali jedynie między sobą i może – podkreślił – może byśmy nie musieli od ręki załatwiać tysiąca mugolskich problemów magią, gdybyśmy wyszli z ukrycia. Ale to wszystko może, ponieważ jeszcze nie znalazł się taki mądry, który by ogarnął coś takiego.
– Jest Czarny Pan.
– Czarny Pan nie myśli o skutkach swoich działań. On chce przestać się chować i co potem? Wybić wszystkich mugoli, dogadać się z nimi, olać ich i żyć dalej na swoim? Ten człowiek nie ma planu, Barty!
– To ty go nie widzisz.
Syriusz odsunął się od niego, widząc, że czegokolwiek by nie powiedział, to nic nie zmieni. Barty był zbyt zapatrzony w ideę swojego idola, by zauważyć, że wszystkie te działania prowadziły do destrukcji.
– Ja chcę po prostu znaleźć Regulusa. Nie obchodzi mnie ani Czarny Pan, ani Dumbledore. Chcę się upewnić, że Regowi nic nie jest, więc, Barty – wziął głębszy oddech, by się uspokoić – jeżeli wiesz, gdzie mógłbym go znaleźć, to mi po prostu powiedz.
Widział po nim, że nie chce mu powiedzieć, co wie, że woli to zachować dla siebie i odprawić Syriusza z kwitkiem. Że zrobiłby to z czystej złośliwości, gdyby… nie chodziło o Regulusa. Ponieważ Barty też się o niego martwił, Syriusz mógł wyczytać to z jego twarzy. A jeżeli on się niepokoił, to znaczyło, że Reg miał kłopoty.
– W okolicy walentynek podobno był w Szkocji.
Syriusz zamrugał.
– Ale że w Szkocji-Szkocji czy w Szkocji, w Hogwarcie?
– Nie, mam na myśli Szkocję-Szkocję. Zimną, nieprzyjemna, śnieżną Szkocję, daleko za Edynburgiem, gdzie ponurak mówi dobranoc. I podobno, ale to bardzo mało prawdopodobne, był tam w towarzystwie Pottera.
Teraz Syriusz już niczego nie rozumiał.
– Coś jeszcze?
– Nic więcej nie wiem. – Wzruszył jedynie ramionami. – Syriuszu. – Zatrzymał go jeszcze w drodze do drzwi. – Ty naprawdę nie opowiadasz się po żadnej ze stron?
Nawet nie musiał długo zastanawiać się nad odpowiedzią, zanim wypalił:
– Ja jestem po mojej własnej stronie.
8.

Teraz, 1981, Anglia, Swindon

– Na wszystko, co święte i nieświęte, Syriuszu, ściągnij ten płaszcz.
Regulus miał rację. Przechadzanie się w nasiąkniętym wodą płaszczu nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie Syriusz mógł zrobić w swoim życiu, ale jakaś uparta i złośliwa część jego osobowości przekonywała go, że nie powinien się przy bracie rozbierać, więc tak też zrobił. Powinno go zaniepokoić to, jak przekonująca potrafiła być, gdy chodziło o szkodzenie własnemu zdrowiu.
Opatulił się tylko ciaśniej.
– Nie.
– Nie wysuszysz go żadnym zaklęciem, z niego wręcz kapie. Jak mam się z tobą dostać do Cardiff, gdy po drodze dostaniesz zapalenia płuc?
– Już widać światła, zaraz dojdziemy do Swindon i się przebierzemy. Przestań mi matkować. Poza tym wyglądasz, jakby było ci zimniej ode mnie.
Co było oczywistą nieprawdą, ponieważ Regulusowi udało się w jakimś stopniu dosuszyć własną koszulkę, a mokrą bluzę niósł w ręce. Syriusz zmarszczył brwi. Pociemniało już dawno i ubrania brata zmieniły kolory na nieokreślony odcień szarości, ale było w nich coś znajomego. Regulus nie nosił jeansów czy bluz, a tym bardziej ciężkich butów do zadań specjalnych. Tym, kto się tak ubierał, był Syriusz.
– Czy ty zabrałeś moje rzeczy z domu?
Brat spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami.
– Po roku się zorientowałeś, że brakuje ci glanów i części ubrań?
– Nie! – zaprzeczył oburzony. – Ale byłem przekonany, że Stworek je wyrzucił z czystej złośliwości – przyznał niechętnie, ponieważ tak faktycznie myślał. – Co cię podkusiło, by zabrać moje ciuchy?
– Stworek może cię nie lubić, ale nigdy by nie wyrzucił niczego bez twojej zgody. – Wzruszył ramionami. – Cóż, widząc z daleka Blacka w glanach i skórzanej kurtce, ktoś prędzej pomyśli, że nazywam się Syriusz niż Regulus. To była dobra przykrywka. No i nie szkoda mi tarzać się w błocie w twoich mugolskich szmatach.
Syriusz zdzielił go z pięści w ramię, ale z lewej, by tak bardzo nie bolało. Regulus i tak spojrzał na niego urażony.
– Zniszczyłeś mi ubrania z czystej złośliwości, żmijo. I masz za krótkie włosy, by mnie udawać. I brązowe oczy. I w ogóle nie wyglądamy podobnie!
Reg prychnął.
– Oszczędzę ci tego, ile razy zwrócono się do mnie per „Syriuszu” przez te kilkanaście miesięcy.
Nie odzywali się do siebie i ze względu na własną tymczasową niechęć do rozmów, ale również dlatego, że weszli do miasta i nie chcieli zwracać na siebie większej uwagi, niż może zwracać dwóch mokrych i wybrudzonych błotem mężczyzn.
Przemykali bocznymi uliczkami, uważając, by na nikogo się nie natknąć. Zatrzymali się dopiero przy jakimś sklepie z ubraniami i, ponownie sprawdziwszy, czy nikt ich nie widzi, przeszli do uliczki na tyłach sklepu. Regulus podszedł do drzwi i otworzył je zaklęciem.
– Pęcznieję z dumy za każdym razem, gdy robisz przy mnie coś nielegalnego – wyznał Syriusz bratu, który skwitował to jedynie gniewnym prychnięciem. – Wiem, że wszystkie moje próby zepchnięcia cię na przesmyk między dobrą a złą drogą nie poszły na marne.
– Zamknij się.
Byli na zapleczu wypełnionym kartonami i paletami, z kuchenką turystyczną podpiętą do gniazdka w rogu i drzwiami do łazienki dla personelu. Regulus od razu przez nie przeszedł, by obmyć się z brudu i ochlapać twarz czystą wodą. Syriusz zostawił go tam i, nie zapalając nigdzie światła, przeszedł do części ze sklepem. Przechadzał się między wieszakami z ubraniami w poszukiwaniu czegoś dla siebie, aż trafił pod okna. Dobrze byłoby je czymś zakryć, ale jedynym zaklęciem, jakie przychodziło mu do głowy, było Obscuro, ale ono miało w zamyśle przesłonić przeciwnikowi oczy, nie zasłaniać okna.
Obejrzał się, czy Regulus nie wyszedł z łazienki, i uniósł rękę w kierunku szyby. Nie musiał wyjmować różdżki czy wymawiać inkantacji. Magia samoczynnie przepłynęła przez jego palce w postaci gorącego dreszczu i utworzyła na całej powierzchni okna czarny, nieprzepuszczający światła woal. Postąpił tak jeszcze trzy razy, sprawiając, że w całym sklepie zapanowała ciemność.
Zastanawiał się, jak wrócić do brata tak, by nie zabić się po drodze o wieszaki w tych ciemnościach, gdy po drugiej stronie zapaliło się Lumos, na chwilę oświetlając twarz Regulusa białym światłem. Brat uniósł przełącznik do góry, włączając oświetlenie.
– Jak to zrobiłeś?
Reg podszedł powoli do niego, przyglądając się ciemnej materii, która zakrywała okna. Dotknął jej palcami, a ona ugięła się pod naciskiem niczym naciągnięte prześcieradło.
– Spróbowałem, czy Obscuro działa też na przedmiotach. Łazienka wolna?
– Tak.
– Świetnie, więc idę się przebrać, a ty znajdź coś dla siebie.
Porwał z wieszaków te ubrania, które wydały mu się odpowiednie i w jego rozmiarze, po czym zamknął się w łazience i odetchnął głęboko. Zakręciło mu się w głowie, więc musiał oprzeć czoło o drzwi i uspokoić oddech. Dreszcze, które przechodziły przez jego ciało nieprzerwanie od wyjścia z rzeki, wcale nie mu nie ułatwiały tego zadania. Wyciągnął różdżkę z kieszeni, całkowicie bezużyteczną w jego rękach, i przytulił do siebie. Kupił ją na Pokątnej przed pierwszym rokiem szkolnym, więc pod palcami czuł liczne rysy i zadrapania na drewnie, całą historię, która została na nim zapisana. Trzymanie jej przy sobie dawało mu złudne poczucie, że nic się nie zmieniło.
Tyle że nic nie było już jak dawniej.
Rozebrał się, ignorując lustro, a także odbijającego się w nim wychudzonego mężczyznę, i obmył całe ciało na tyle, ile mógł. Ciepła woda na początku bolała, gdy okazało się, że różnica temperatur była zbyt duża, jednak po chwili poczuł jedynie przyjemne ukojenie. Gdy się przynajmniej trochę ogrzał, doprowadził włosy do porządku oraz wysuszył zaklęciem, mógł założyć na siebie nowe ubrania. Spodnie, co nie powinno go całkowicie zaskoczyć, okazały się za szerokie, więc przełożył pasek ze swoich i ścisnął porządnie. Naciągnął na siebie koszulkę, a na nią gruby i ciepły sweter, by niczego nie było widać. Wyglądał… cóż, jak każdy, kto założy na siebie za duży sweter.
Wychodząc, mało nie zderzył się z Regulusem.
– Włóż swoje ubrania do siatki. – Wystawił ją do Syriusza. – I zmniejsz. Zabieramy je ze sobą. Nie zostawiamy za sobą żadnych śladów.
– Jasne.
Wyminęli się. Syriusz wpakował wszystkie rzeczy do środka, ale ze zmniejszeniem miał problem. Mocno się zmęczył, zanim mu to wyszło.
Regulus wyszedł i nie pytając, czy wykonał jego polecenie, podszedł do kasy sklepowej, otwierając ją i wyciągając po kilka banknotów z każdej przegrody, a później tak samo zrobił z drobnymi. Włożył to wszystko do kieszeni i zdjął z wieszaka dwie kurtki z kapturem, każdą w innym kroju. Jedną z nich rzucił Syriuszowi.
– Gdyby padało – wyjaśnił. – Zdejmij Obscuro z okien, a ja sprawdzę, czy nikogo nie ma na tyłach.
Rozdzielili się, wykonując bez słowa swoje zadania i spotkali się za sklepem, gdzie Reg zamknął drzwi zaklęciem.
– Szukamy jakiegoś transportu?
– Jedzenia i kawy. Zasypiam na stojąco – odparł i na potwierdzenie swoich słów ziewnął. – Syriuszu?
– Tak?
– To było fantastyczne zaklęcie.
Z niewiadomych powodów Syriusz się zawstydził. Nie przypominał sobie, by Regulus go pochwalił za cokolwiek, od kiedy poszedł do szkoły.
– Dzięki, brat.


1 M4 to autostrada nr 4 (M od motorway) biegnąca z Londynu do południowej Walii. Od 1996 r. nie jeździ już przez Severn Bridge, a przez Second Severn Crossing. (Podlinkowałam Wam artykuł z Wikipedii i tam niżej widać, jak się rozbudowywała autostrada na przestrzeni lat, możecie sobie podejrzeć ;).
2 Severn Bridge to most wiszący nad rzeką Severn. Łączy ze sobą hrabstwo Gloucestershire i południową Walię. Obecnie przejeżdża przez niego autostrada M48.
Dalej » Brak komentarzy
+ + + +
© Niah | Akinese | Technologia blogger | helplogger, Rinne Lesair, FontAwesome, GraphicalThought