Wyszukiwarka

Bezruch
Koncepcja: „Jakże kłopotliwa jest nienawiść bez wzajemności!” – Leszek Kumor
Fandom: Harry Potter, Czasy Huncwotów
Data opublikowania pierwszego postu: 18.11.2017r.
Główni bohaterowie: Regulus Black, Syriusz Black
Status: Nieskończone
Stara wersja: zobacz
Opis: Syriusz nie jest jednak typowym Ślizgonem: nie lubuje się w czarnej magii, nie marzy o zostaniu śmierciożercą, nie wygląda znaków wojny. Ba! On nawet nie wierzy w żadną wojnę, bo przecież ostatnia odeszła razem z Grindelwaldem i powinna zgnić wraz z nim w czeluściach Nurmengardu.
Regulus z jednej strony bardzo kocha swojego brata i przymyka oczy na jego nieślizgońskie zagrywki, z drugiej jednak nie potrafi udawać, że wszystko jest w porządku. Regulus wie, że nic nie jest w porządku, że coś dziwnego dzieje się między Ślizgonami i ma to związek z Tym, Którego Imię Jeszcze Wolno Wymawiać.
O tym, jak złe decyzje, źli przyjaciele i zła krew potrafią doprowadzić człowieka do destrukcji.


| 01. |
zacznij czytać wyjdź
Non omnis moriar
Koncepcja: „Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie (Poza grobem)” – Horacy
Fandom: Harry Potter, Czasy Huncwotów
Data opublikowania pierwszego postu: 6.07.2016r.
Data opublikowania ostatniego postu: 3.10.2016r.
Główny bohater: James Potter
Status: Zakończone
Opis:
Alternatywa. Lord Voldemort wygrywa pierwszą wojnę i przejmuje Ministerstwo razem ze swoimi śmierciożercami. Społeczeństwo składa się w większości z czarodziejów czystej krwi i nielicznych półkrwi, którzy sobie na to zasłużyli. W tej nieprzyjemnej rzeczywistości żyje też James Potter, urzędnik Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami, który stara się okiełznać swoją nie-do-końca-nieżywą aurorską paranoję. Problem w tym, że aurorem jest się już na zawsze.

Pisane na potrzeby Wakacyjnego Wyzwania Literackiego na Mirriel.

zacznij czytać wyjdź
White Rabbit
Koncepcja: „Your magic white rabbit has left it's writing on the wall” – Egypt Central
Muzyka: White Rabbit Egypt Central, Looking Glass Hypnogaja
Fandom: Naruto, przyszłość
Data opublikowania prologu: 11.03.2013r.
Główny bohater: Christopher Thomas Redeyes
Status: Nieskończone
Opis:
Chris Redeyes w gruncie rzeczy ma nieskomplikowane życie. Ojciec zarabia na niego, siostra gotuje i robi drugie śniadanie, matki nie ma, więc nie zrzędzi, by posprzątał pokój, miłuje swojego PSa nad życie i jest popularny wśród dziewczyn. Ot, zwykły student drugiego roku medycyny, bez zmartwień.
A nie, zaraz, ma jedno. Dość niepozorne, przyszło do niego któregoś razu całe zakrwawione, uśmiechnięte i niebieskookie. Najgorsze jest jednak to, że nazywa się Uzumaki i całkiem nie ma poszanowania dla nowego Assassin's Creeda.

zacznij czytać wyjdź
Fanfiction
Tytuł: Pies ogrodnika
Data powstania: 30.01.2014r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, James Potter
Opis:
Krótka miniaturka o zauroczeniu Jamesa Pottera do młodszego z braci Black, Regulusa, i tego konsekwencjach.
Tytuł: Nakrycie dla nieznajomego
Data powstania: 11.12.2014r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Syriusz Black, James Potter
Opis:
Typowo świąteczna miniaturka o tym, że James ma brata, a ten brat brata, który nie jest bratem Jamesa. W skrócie.
Tytuł: Śmiertelny pocałunek
Data powstania: 8.04.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, Peter Pettigrew, James Potter
Opis:
Alternatywna historia Regulusa Blacka, w której ważną rolę odgrywa James Potter i Peter Pettigrew.
Tytuł: Odbicie
Data powstania: 27.06.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główni bohaterowie: Regulus Black, Black Syriusz
Opis:
Bracia Black bardzo chcieli poznać swoich rodziców i znaleźć między sobą podobieństwa do nich, gdy byli młodzi. Z biegiem czasu niektóre rzeczy się zmieniły.
Tytuł: Wąż
Data powstania: 16.09.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główny bohater: Black Syriusz
Opis:
Dość psychologiczne podejście do osoby Syriusza Blacka i tego, co w nim siedzi.
Tytuł: Narkotyk
Data powstania: 1.09.2015r.
Fandom: Harry Potter, czasy Huncwotów
Główny bohater: Black Regulus
Opis:
Jak zmarnować sobie życie w ciągu jednego szlabanu. Nie poleca, Regulus Black.
wyjdź
Miniaturki
Tytuł: Styczeń
Data powstania: 19.01.2013r.
Główni bohaterowie: Styczeń
Opis:
Styczeń jeszcze nie wytrzeźwiał po urodzinach Sylwestra, które wyprawiła dla niego Grudzień i nie kojarzy zbyt wielu faktów, które ktoś chce mu przekazać.
Tytuł: Dawno temu w Nałęczowie...
Data powstania: 5.03.2011r.
Główni bohaterowie: Brzoza, Bolesław Prus
Opis:
Brzoza jest duchem drzewa i mieszka w Nałęczowie, gdzie poznaje dwóch wybitnych, polskich poetów. Postanawia uprzykrzyć im życie.
Tytuł: Królestwo Anglii
Data powstania: 7.08.2011r.
Główni bohaterowie: Carlisse, Nuadha
Opis:
Wassex zostało zaatakowane przez Wilhelma I Zdobywcę i jego synów. Najstarszy z nich, Carlisse, porywa księżniczkę Cassandrę dla siebie. A przynajmniej tak mu się wydaje.
Tytuł: Łatka
Data powstania: 8.09.2013r.
Główni bohaterowie: Latie
Opis:
Każdemu zdarza się zaspać do szkoły. Nawet Łatce.
Tytuł: Paleta
Data powstania: 1.03.2014r
Główny bohater: Samael
Opis:
Samael tworzy paletę błękitów, przypisując każdy z nich do osób lub zjawisk.
Tytuł: Jak zabiłam moją współlokatorkę...
Data powstania: 24.12.2016r.
Główna bohaterka: Barbara/Żaneta Gruszecka
Opis:
Historia młodej dziewczyny, która właśnie zaczyna pracę w korporacji i przeprowadza się do „wielkiego” miasta ze swojej małej, zaściankowej wsi.
wyjdź
Inne
Fandom: Harry Potter
Pani Black: Pani Black
Powidok: I. Dym, II. Protokoły i rozkazy
Śmiech diabła: Jeden, Dwa, Trzy
Własne:
Awers i Rewers: Ledira, Safiel
Niekompletni: Niekompletni, Kiedy ojcowie wracają
Wodyn: Første
Opis:
Każda z zamieszczonych obok historii jest w stanie zawieszenia, niektóre nawet wiecznego. Są to pomysły, które realizowałam spontanicznie, bez głębszego ich przemyślenia, wtedy, gdy miałam trochę więcej wolnego czasu i nie potrafiłam go sobie zagospodarować. Wszystkich gorąco zachęcam do zapoznania się z nimi i wymierzenia mi solidnego kompniaka w cztery litery, by część faktycznie skończyć (szczególnie „Panią Black”, „Powidok” i „Niekompletnych”. Och, „Niekompletnych” to ja sama chcę doprowadzić do końca!). Wiecie, zawsze lepiej zostawić komentarz, a nuż sobie przypomnę o moich dawnych miłostkach...
wyjdź

Akinese – (niem. akinezja) bezruch, całkowite odrętwienie. W stanie tym człowiek nie odczuwa ani bólu, ani strachu.
Wikipedia

Moje prywatne podwórko pełne lepszych i gorszych tworów. Tych, które powinny ujrzeć światło dzienne oraz tych, które miały siedzieć głęboko w odmętach szuflady, ale nie wyszło.

Strony

Featured Posts

Popularne posty

Teraz czytasz:
[BEZRUCH] (Niemy) krzyk

15 czerwca 1980r.

Przez te kilka miesięcy James zdążył poznać Regulusa na tyle, by odczytywać niektóre jego emocje z mimiki twarzy czy ruchów, jakie wykonywał. Właściwie, ciężko byłoby bez tego zrozumieć samego Rega, ponieważ nie był typem osoby, która otwarcie mówiła o uczuciach. 
W tym byli podobni z Syriuszem – idealni aktorzy, którzy potrafili szybko odwrócić czyjąś uwagę od siebie i zmienić niewygodny temat. Nie przeszkadzało to Jamesowi w ogóle, jeżeli nie próbowali tych chwytów na nim. 
Regulus siedział blady na jego kanapie i zaciskał tak mocno palce na kubku, aż mu pobielały knykcie. Non stop przygryzał swoją dolną wargę, aż nabiegła krwią i wyglądała, jakby pomalował ją szminką. Tylko wzrok miał rozbiegany i przestraszony, a gdy James wszedł do środka z kocem i poduszką, Black szybko zmienił wyraz twarzy, stając się na powrót poważnym, niczym się nieprzejmującym dupkiem. Tylko cienie pod oczami dodawały mu zmęczenia i niezdrowego wyglądu.
— Nie jestem Campbellem — zaznaczył, rzucając poduszkę obok i nakładając koc na plecy Regulusa. Black spojrzał na niego zdziwiony. — I przede wszystkim, nie jestem twoim wrogiem, Reggie — dodał spokojnie, klękając przed nim, dalej dotykając jego ramion. Zaczęły się trząść. — Wiem, co czujesz, więc nie kłam.
Twarz Regulusa na powrót przybrała skrzywdzony wyraz, a on sam spuścił głowę, pozwalając grzywce zakryć jego twarz. James przeczesał jego włosy palcami. Została na nich krew.
11 czerwca 1980r.

Eliot dosiadł się do ich stołu, gdzie zazwyczaj przeglądali stare księgi i starali się pracować nad tym, co się wydarzyło w zamku Blishwicka lub szukając potwierdzenia, że punkty mocy faktycznie istnieją. Campbell im nigdy w tym nie pomagał. Też się nie wtrącał, zazwyczaj, więc teraz jego obecność była niepokojąca. 
Pierwszy spojrzał na niego James, któremu wyjątkowo nie spodobały się tego rodzaju podchody. Zdjął okulary, rozmasowując nos i dopiero wtedy spojrzał na aurora wyczekująco. Gdy mimo to się nie odezwał, James zapytał:
— Coś się stało?
Campbell wyglądał tak, jakby długo bił się z myślami. Nawet Regulus odłożył w tym momencie potężne tomiszcze i spojrzał na niego zaciekawiony. Eliot pochylił się do nich.
— Mój znajomy pracuje w Gringocie. Jakiś czas temu poprosiłem go, by niezwłocznie powiadomił mnie o czymkolwiek, co zwróci jego uwagę. Ostatnio powiedział mi, że jeden z przedstawicieli czystych rodów wypłacił naraz pół miliona galeonów. Słyszał, jak goblin dopytywał się go, czy jest tego pewien. Sami-Wiecie-Kto pracuje z czystokrwistymi. Myślę, że te pół miliona było dla niego. Nie mogę tego zrobić oficjalnie, bo jak pójdzie fama, że wypływają takie wiadomości z Gringotta, wszystko będzie spalone. Potter, ty dalej jesteś tylko na szkoleniu, więc nie obowiązują cię w ogóle protokoły, o Blacku nie wspominając. Znajomy mówił, że widział już kilka razy, jak ten facet chodzi po Nokturnie. Przystojny, wysoki i ciemnowłosy. Dobrze ubrany.
— Jak każdy czystokrwisty — wtrącił Regulus, okręcając pióro w dłoni. — To trochę mało informacji, Campbell — zauważył.
— Wiem. Chcę po prostu, byście się trochę w przebraniach pokręcili po Nokturnie. Może zauważycie coś podejrzanego. Sami siedzicie w arystokratycznym półświatku, będzie wam łatwiej.
James i Reg spojrzeli po sobie. Po chwili Black tylko wzruszył ramionami, a Potter kiwnął potwierdzająco głową.
— Rozejrzymy się.
15 czerwca 1980r.

I takim sposobem znaleźli się na Nokturnie w jedno z niewielu w ostatnim czasie deszczowych popołudni. Można było powiedzieć, że pogoda im sprzyjała – wszyscy, klnąc pod nosami, szybko czmychali przed deszczem do sklepów lub obskurnych kamienic, a oni, dla niepoznaki, przechadzali się główną ulicą i starali znaleźć tego wysokiego mężczyznę.
— Pół miliona galeonów to masa pieniędzy — powiedział niespodziewanie James. — Nawet jak na czystokrwistych. Jeżeli to faktycznie dla Śmierciożerców, co oni chcą przez to osiągnąć?
— Może chcą sprowadzić coś z zagranicy? — Regulus poprawił kołnierz płaszcza i rozejrzał się subtelnie dookoła kolejny raz, ale wyjątkowo dzisiaj same krasnoludki chodziły po Nokturnie. — Przewożenie niektórych śmieci do Anglii jest obłożone astronomicznymi cłami, jeżeli jest orientalne, a często, gdy ktoś chce dostać coś nielegalnego, musi przekupić celników naprawdę dużymi pieniędzmi.
— Skąd o tym tyle wiesz? — James spojrzał na niego ciekawie.
— Pojechaliśmy swojego czasu do Bułgarii i kupiłem sobie tam miotłę wyścigową, taką z limitowanej edycji, której nadal w Anglii nie widziałem, ale jak Fran się dowiedział, ile kosztowałoby cło, stwierdził, że mogę sobie na niej latać we Francji. Wiesz, żabojady nie sępią o pieniądze – jeżeli produkt przejdzie testy, może zostać wprowadzony do kraju, ale trwa to jakieś dwa tygodnie. Dlatego nigdy nie latałem na niej na meczach. A jest świetna, spodobałaby ci się.
— Tam w Bułgarii to testują te wszystkie nowoczesne przyśpieszenia, nie? Chociaż słyszałem, że jest tak, że wpuszczają je na rynek i po prostu zbierają opinie o tym, ile osób wylądowało na oddziale. Nasi Ministrowie nigdy by się na coś takiego nie zgodzili. — Westchnął, jakby trochę zawiedziony. — Tyle wspaniałych mioteł nas omija. 
James zauważył kątem oka, jak Regulus się delikatnie uśmiecha. James już chciał to skomentować, w końcu nie często udawało mu się rozśmieszyć Rega, ale zza zakrętu wyszło dwóch wyjątkowo wysokich mężczyzn w obszernych kapturach, którzy szli szybko ulicą. Widział, że jeden z nich ma jasne włosy, bo kilka kosmyków wystawało poza kaptur, ale jego towarzysz wydawał się być ciemnowłosy. Przynajmniej tak zakładał James, ciężko było stwierdzić. Trącił ramieniem Regulusa, zwracając jego uwagę na tę dwójkę i obaj udali, że są pogrążeni w rozmowie, by się rozejść w dwie różne strony, a później z podcieni dyskretnie obserwować.
Mężczyźni szli żwawym krokiem, rozmawiając między sobą, póki blondyn nie podszedł zbyt blisko jednego ze sklepów, a z deszczochronu wprost na jego głowę polała się deszczówka. Jego towarzysz zaśmiał się z niego, a James zmarszczył brwi. Skądś kojarzył ten lekko chrapliwy śmiech, który brzmiał podobnie do szczekania, ale nim skojarzył go z kimkolwiek, oblany mężczyzna krzyknął oburzony:
— Zamknij się, Black! 
James poczuł przypływ gorąca i odruchowo spojrzał w stronę Regulusa, który zatrzymał się gwałtownie, słysząc słowa mężczyzny. Potter nie mógł stąd zobaczyć jego twarzy, ale domyślał się, jak zdziwiony i zszokowany musiał być, spotykając Syriusza na Nokturnie.
Ale Syriusz nie mógł być wspominanym przez Campbella mężczyzną! Dobrze, również był wysoki, ciemnowłosy i przystojny, ale tak samo jak on czy Reg. Syriusz nigdy by nie stanął po stronie Czarnego Pana, nie mógłby...
— Skąd te nerwy? Przecież to tylko trochę nieszkodliwej wody, nie podnoś rabanu z tak błahego powodu. 
— Ja mam nie podnosić rabanu, ale ty będziesz się śmiał? Wypchaj się, Black. Przestałem cię lubić. — Towarzysz Syriusza tylko się otrzepał i poprawił kaptur. — Wracając do tematu. Nadal myślę, że to zły pomysł.
— A ja dalej twierdzę, że nie dam się od niego odwieść — stwierdził szczęśliwie Syriusz, dalej idąc wgłąb Śmiertelnego Nokturnu. — To moje pieniądze.
— Które wyrzucasz w błoto.
— Nie prawda.
James stwierdził, że, jak na niego, Łapa dość gwałtownie zaoponował i sam fakt, że podniósł głos, świadczył o tym, że został poruszony jakiś drażliwy temat. Co gorsza, jeżeli rozmawiali o pieniądzach, nie wchodziło w grę, że mógłby to być przypadek. Syriusz był tajemniczym czystokrwistym, który wypłacił pół miliona galeonów i prawdopodobnie zamierzał je zainwestować w coś, co nie podobało się jego towarzyszowi. 
Potter przeszedł na drugą stronę ulicy, do Rega, i położył mu rękę na ramieniu, wybudzając go z dziwnego letargu. Black spojrzał na niego pytająco.
— Dobrze się czujesz? — zapytał zmartwiony jego stanem.
— James, nie musisz się o mnie martwić niczym nadopiekuńcza matka. Nic mi nie jest.
— Nie pytam, czy coś ci jest. Pytam, czy dobrze się czujesz. Tam jest Syriusz i on... prawdopodobnie jest tym, kogo szukamy.
— On nie jest po Jego stronie — zaoponował szybko Regulus, patrząc na Jamesa z pretensją wypisaną na twarzy. — Znam go. Ty go znasz. Wiesz, że niczego takiego by nie zrobił.
— Oczywiście, że go znam. Ale dla świętego spokoju powinniśmy sprawdzić dla Campbella na co Syriusz wydał tyle pieniędzy. Wtedy wrócimy do bazy i powiemy mu, by tak nie dramatyzował.
Black zgodził się niechętnie i wybrał razem z Jamesem wzdłuż jednej z bocznych alejek, skąd mieli świetny widok na idących główną ulicą mężczyzn. Słyszeli tylko ich przepychanki słowne, które bardziej bawiły Syriusza niż faktycznie irytowały, czego nie można było powiedzieć o jego towarzyszu. Pottera naprawdę ciekawiło, z kim Łapa mógł chodzić tak swobodnie po Nokturnie i dlaczego akurat po nim.
Nie zdążyli nawet przejść do jakiejś ciekawszej części, gdy Syriusz zatrzymał się gwałtownie i spojrzał przed siebie. Przez kaptur nie widzieli wyrazu jego twarzy, ale jego towarzysz, który w końcu stał dużo bliżej, zapytał dość głośno „Wszystko w porządku?” i nawet machnął Blackowi ręką przed twarzą.
Syriusz tylko złapał jego dłoń i powoli opuścił. Zrobił kilka kroków do przodu, zostawiając swojego rozmówcę z tyłu i zapytał zaskoczonym i jednocześnie niedowierzającym głosem:
— Harmies?
James i Regulus, ignorując jakiekolwiek zasady ukrywania się, podbiegli do głównej uliczki. Faktycznie, na jej końcu stała Harmies Greengrass, ubrana całkiem nieodpowiednio do pogody – miała na sobie jasną, delikatną sukienkę w pół łydki, całkowicie przemoczoną i przyklejającą się do ciała, a jej stopy były bose, jakby wyszła właśnie z domu. Jedyne, co nie pasowało Jamesowi w jej wyglądzie, to coś ciemnego zajmującego policzek, ale nie widział dokładnie, co to jest, przez odległość i zacinający deszcz.
Był za to pewien, że się trzęsła i może płakała, ponieważ obejmowała się za ramiona, patrząc prosto na Syriusza. Ten chciał do niej podejść, wręcz podbiec, gdy krzyknęła niespodziewanie:
— Stój! — Łapa zatrzymał się zaskoczony, zastygając w pozycji gotowej do biegu. — Nie podchodź!
— Harmies, co ty wyprawiasz? Gdzieś ty była? — zapytał, powoli przesuwając się w jej stronę, ale ona tylko cofnęła się przerażona do tyłu i oparła o mur.
— Proszę, Syriuszu, zatrzymaj się... — załkała.
— Czemu nie możesz mi raz w życiu wyjaśnić, o co chodzi!? — krzyknął na nią niespodziewanie, a James stwierdził, że część ich historii musiała go minąć, ponieważ nie miał pojęcia, o czym mówił Syriusz. Ani on, ani Regulus nie wyrywali się do przodu, woląc pozostawić rozwój wypadków tamtej dwójce. — Harmies, nie jestem jasnowidzem, nie wiem, co ci siedzi w głowie! — zirytował się.
— Syriuszu... — zaczęła spokojnie i przycisnęła rękę do piersi, zginając się momentalnie z bólu. — Uciekaj, proszę!
Żaden z nich jeszcze przez chwilę nie załapał, o co chodzi, póki z barku kobiety nie wyrosło coś na kształt podłużnej łuski, a ona sama nie krzyknęła przeraźliwie, jakby ją przypiekano żywym ogniem. Z okolicznych kamienic i sklepów powychodzili ludzie, ale widząc to, co się działo, szybko uciekli do środka lub puścili się biegiem w stronę Pokątnej.
Jim pociągnął instynktownie Regulusa do tyłu, przeklinając pod nosem, że akurat na nich musiało trafić, że kolejny potwór pokroju Blishwicka przeobrażał się na ich oczach. 
Ale w przypadku Albrechta było inaczej – on nie wyglądał tak, jakby przemiana go bolała lub była czymś, czego nie mógł kontrolować. Harmies krzyczała i rzucała się, podczas gdy inne części pancerza pokrywały jej skórę. W pewnym momencie upadła, tylko drżąc, a łuski zaczęły zachodzić same na siebie i zmieniać kolor, by na samym końcu kończyn uformować się w łapy. 
Nie było dobrze. James przełknął ślinę, widząc przed sobą smokopodobne stworzenie, z rozwartością szczęk na co najmniej dziewięć stóp. Już nie było w nim ani grama Harmies oprócz dziwnej deformacji po prawej stronie... psyka. To już było stworzenie, o bardzo cienkich kończynach tuż przed ogromnymi łapami, z gibkim i długim ogonem oraz paszczą, która Jamesowi nie przypominała żadnego znanego zwierzęcia.
Syriusz stał sparaliżowany w tym samym miejscu, nieprzygotowany na to, co się stało. Gdyby nie jego towarzysz, który wpadł na niego, przewracając się razem z nim na lewo, zastałby zmiażdżony przez potwora, który wydał z siebie wysoki, piskliwy dźwięk i wybił ogonem część okien na trzecim piętrze. W tym samym momencie też spróbował ponownie zaatakować, ale towarzysz Blacka – Lucjusz Malfoy, jak zauważyli, gdy spadł mu z głowy kaptur – wycelował w niego Reductem, które zrobiło dziurę w łapie potwora i naprawdę go rozwścieczyło. Zmiótłby ich niczym pionki z brukowej kostki, gdyby Regulus zaklęciem nie odciągnął jego łapy i, z braku lepszym możliwości, nie uderzył nią o budynek.
— Musimy go zabić — zwrócił się do Jamesa, stojąc z różdżką w ręku i pilnując, by dalej nie było mu widać twarzy. — Nic go nie zatrzyma. 
— Ale to Harmies. Gdyby udało nam się ja schwytać i przekazać Zakonowi... 
— James, przerwę ci twoje wspaniałe gdybania, ale to już nie jest Harmies. Mało nie zabiła Syriusza. Ona by tego nigdy nie zrobiła, obaj to wiemy. Poza tym – jak ty sobie to wyobrażasz? — zapytał i od razu posłał kolejną klątwę w stronę potwora, samemu wycofując się pośpiesznie z pola rażenia. — Ona jest jak rozjuszony smok, a do nich potrzeba co najmniej tuzina przeszkolonych ludzi!
Dalszą rozmowę przerwało im monstrum, które postawiło sobie za punkt honoru wysłanie ich na drugą stronę, cokolwiek tam było. James w gryfoński sposób odpowiadał na jej ataki, ale w końcu trzeba było zacząć działać z planem i spacyfikować potwora. Dał nawet znać Regowi, że chce go z drugiej strony, na wszelki wypadek, gdy nagle Syriusz wybiegł dosłownie przed łapy potwora, zaskakując chyba wszystkich, z samą bestią na czele.
— Harmies, przestań! — krzyknął rozpaczliwie, wyciągając ręce przed siebie. Stworzenie spojrzało na niego zaskoczone i chwilę przyglądało jak ciekawemu obiektowi, gdy ostatecznie zdecydowało się połknąć go w całości. — Harmies!
Syriusz w ostatnim momencie wystrzelił bestii w pysk płomieniem ognia, a ona cofnęła się chaotycznie, kaszląc i plując dookoła. Nie zaprzestał jednak prób powstrzymania jej, a nawet przemówienia do rozumu. Malfoy krzyczał do niego, wyzywając od kretynów i każąc mu się stamtąd natychmiast ewakuować, ale Łapa był ponad to.
Niestety, cierpliwość i względnie przyjazne nastawienie potwora się diametralnie zmieniło, a on, okręcając się wokół własnej osi, zniszczył długim ogonem pół kamienicy, robiąc w niej wyrwę i mało nie trafił w stojącego Syriusza. Black padł na ziemię w ostatniej chwili, a ogon bestii zatrzymał się w sklepie obok, który chwilę później zajął się ogniem i zacząć puszczać fajerwerki, które latały jak szalone po ulicy. 
— Ona go w końcu zabije. — James nie miał w planach mówienia tego na głos, ale słowa same opuściły jego usta. Najgorszy był jednak wzrok Regulusa, którym obdarzył go młodszy Black – mieszanina przerażenia połączonego z desperacją. Nim ruszył się chociażby o krok, Potter chwycił go w żelaznym uścisku i ani myślał puścić. — Nie rób nic głupiego!
— Muszę mu pomóc!
— Nie pomożesz mu, rzucając się jak głupi tuż przed pazury tego monstrum! — Starał się przemówić Regulusowi do rozumu. Niestety, bezskutecznie.
— On mnie potrzebuje!
Jednak w tym momencie stało się coś niespodziewanego. Usłyszeli głośne i wyraźne „Bombarda!”, a potwór wybuchł niczym ogromny balon. Obaj stali zszokowani. Dopiero moment, w którym deszcz z krwi i mięsa spadł na nich, ocknęli się i spojrzeli w stronę zastygłej postaci Syriusza, który stał z wyciągniętą przed siebie różdżką. Po bestii nie było nawet śladu, oprócz rozrzuconych wszędzie kawałków mięsa różnej wielkości.
Krew spływała im po twarzach, mieszając się z non stop padającym deszczem, a oni nie ruszyli się nawet o jotę. James z trudem uświadomi sobie, że gdzieś tam dalej z bocznej uliczki wychodzi blady jak ściana Lucjusz Malfoy i idzie w stronę Syriusza. Problemem nie było teraz zaciągnięcie Regulusa do zaułka, ponieważ był tak zszokowany, że się nie opierał. Problemem było utrzymanie go, gdy Syriusz krzyknął.
Nigdy w życiu nie słyszał czegoś takiego, a na pewno nie z ust Łapy. Ryczał niczym ranne zwierze – jakby wyrwano mu rękę prosto z barku, ale James domyślił się, że trafniejszym określeniem byłoby, że wyrwano mu serce prosto z piersi, ponieważ pomimo wszystkiego, co Syriusz mówił, Harmies Greengrass nigdy nie była mu obojętna. A teraz nie żyła. Z jego ręki, ponieważ okazało się, że Bombarda jednak działa na organizmy żywe.
Nie dziwił się wcale Regulusowi, że chciał podbiec do swojego brata i zrobić cokolwiek, ponieważ James miał takie samo odczucie i dokładnie czuł ból, jaki się z nim wiązał. Każda komórka jego ciała chciała zareagować, ale wiedział, że obecność Malfoya była zbyt ryzykowna. On był Śmierciożercą, Reg sam to potwierdził. Biuro aurorów potrzebowało dowodów, ale oni nie musieli wiedzieć, że Lucjusz przekaże każdą informację swojemu panu, a szczególnie taką, w której pada imię Regulusa i Jamesa.
Tak więc Jim trzymał Rega z całych sił i powtarzał mu, że nie mogą podejść. Mogli tylko patrzeć, jak Syriusz pada na brudny bruk i krzyczy, tak przeraźliwie krzyczy, aż dreszcze przechodziły po plecach. 
Spojrzał na Regulusa i poczuł wyrzuty sumienia. Black był załamany, widząc swojego własnego brata w takim stanie. Całym sobą krzyczał, że jego miejsce jest teraz przy Syriuszu, a patrzenie na niego sprawia mu fizyczny ból. Niestety, Jim obiecał sobie, że Reg nie umrze ani nie trafi w ręce Śmierciożerców, kiedy on jest w pobliżu, więc mógł się z nim tylko deportować przed swój dom w Dolinie Godryka. 
Pozwolił mu na te kilka sekund słabości, w czasie których pod Regulusem ugięły się nogi i wręcz go wciągnął na podwórka, a później do domu. 
— Lily! Przynieś czyste ręczniki!
Jego żona nie powinna się stresować ani biegać w tym momencie, ale deportowanie się do Jennefer, gdzie w końcu był mały Nathan, z pokrytym krwią i wnętrznościami Regulusem nie było najlepszym pomysłem.
Właściwie, deportowanie się do którejkolwiek z nich nie było dobre i uświadomił sobie to w momencie, w którym zobaczył przerażone spojrzenie swojej żony. Lily stała sparaliżowana na schodach, ściskając w rękach dwa brązowe ręczniki. Nie była w stanie wypowiedzieć nawet słowa.
To był chyba moment, w którym Regulusa puściło i to on przerwał ciszę.
— To nie nasza krew. Nic nam nie jest — zapewnił ją, prostując się, ale dalej wyglądając tak, jakby był chory.
Dopiero wtedy kobieta się przełamała i podeszła do nich z ręcznikami. Podała jeden ręcznik Regulusowi, a drugim czule wytarła twarz męża. James zamknął oczy, pozwalając jej na to, ale przytrzymał jej ręce, gdy zaczęła się zagłębiać w szczegóły. Bezgłośnie dał jej znać, by ich zostawiła. Spojrzała na niego z urazą, ale gdy posłał jej delikatny uśmiech, tylko westchnęła i stwierdziła, że zrobi im herbaty.
I teraz, klęcząc przed załamanym Regulusem, James zastanawiał się, jak, mimo kaptura, włosy Blacka były pokryte krwią. Przeczesał je tym razem pod kątem znalezienia jakiejś rany i po chwili faktycznie natrafił na skupisko krwi, blisko środka głowy. Musiał dostać jakimś odłamkiem lub innym gównem, gdy potwór tak wywijał swoim ogonem. James poszedł do kuchni i po chwili wrócił z miską ciepłej wody i czystą gazą. Reg syknął, gdy Jim dotknął nią zranienia.
— Nie ruszaj się. Reg, słuchaj mnie, no. — Sam sobie unieruchomił jego głowę. — Kręci ci się w głowie? Niedobrze ci?
— Nic mi nie jest. Jim, to piecze. 
— Nie jimuj mi, to nic nie da. — Mimo wszystko, Reg zwracający się do niego per Jim był miłą odmianą. Szkoda tylko, że robił to naprawdę rzadko. 
Dopiero po chwili ciszy i względnego spokoju, gdy James obmywał ranę, Regulus odezwał się ponownie.
— Czemu nazwałeś mnie Reggie'm? — zapytał, spoglądając na niego kątem oka, a Potter tylko wzruszył ramionami.
— Intuicyjnie. Nie zastanawiam się nad tym, co mówię, zbyt długo. Po prostu mówię. Przeszkadza ci to? — Zapytał. Po przemyciu rany okazała się, że wcale nie jest duża ani głęboka. Tylko obficie krwawiła, jak każda w obrębie głowy. 
— Nie. Po prostu... — zaczął i wyglądał, jakby stracił wątek. Odezwał się po chwili. — Tylko Syriusz tak do mnie mówi.
— A ty mówisz do niego Syri? Syrek, czy jakoś tak?
To był jeden z tych niewielu momentów, w których Regulus przegrywał z nim i zwyczajnie szczerze się śmiał. Oczywiście, przegrywając w sensie niedosłownym, ponieważ nigdy o nic nie walczyli między sobą. Podświadomie czuli, że rozśmieszenie drugiego to jak punkt dla własnej drużyny. A tym razem Reg śmiał się naprawdę długo i nawet Jamesowi udzielił się ten nastrój. 
— Nie, Jim, nie skracam jego imienia. To mnie się zawsze zdrabnia – Syriusz to Syriusz — wyjaśnił i napił się swojej herbaty.
— To znaczy, że awansowałem na stanowisko starszego brata, skoro mam przywilej nazywania cię Reggie'm? — zażartował, a Regulus wyglądał tak, jakby przez chwilę nie skojarzył faktów. Jadnak, gdy to już się stało, wyglądał na zszokowanego i James też złapał się na tym, co właściwie powiedział.
Ciężko było ukryć, trochę tak się zachowywał – zależało mu na tym, by Regowi nic nie było i wcześniej tłumaczył to sobie Syriuszem. Później to się jakoś samo zatarło i przestał myśleć o nim jako o „bracie Syriusza”, a o „Regu”. Dla niego samego było to dziwne. Nie spodziewał się, by zaszła między nimi jakaś zmiana, a jednak tak się stało. 
Przynajmniej z jego punktu widzenia, ponieważ Regulus nadal był zaskoczony. Patrzył mu prosto w oczy i analizował coś w swoim ślizgońskim umyśle na tyle mocno, aż było słychać pracę jego trybików. 
— Właściwie... to trochę cię traktowałem na początku jak Syriusza — wyznał. — Z tą twoją beztroską i żartami. Ale ty nim nie jesteś i właściwie nie czuję się tym zawiedziony. 
— Cóż, ty masz mało z Syriusza, którego ja znam — stwierdził, uśmiechając się kącikiem ust. — Starasz się być większym dupkiem. — Reg wywrócił oczami. — Ale chyba polubiłem twoje kąśliwe uwagi.
— I proponujesz mi teraz braterstwo? — zapytał rozbawiony, kręcąc głową.
James trącił go ramieniem.
— Zawsze chciałem mieć młodszego brata, ale Syriusz nie dał się spacyfikować — wyznał z udawaną przykrością, by po chwili się zaśmiać. — A ty jak się na to zapatrujesz?
— Ale wiesz z czym to się wiąże, prawda? 
— Co masz na myśli? — James zmarszczył brwi.
— Jak już będziesz miał brata, to uzależnisz się od posiadania go. Tak to działa. A gdy go stracisz...
— … będziesz go szukał w innych — dopowiedział sobie sam i przez chwilę poczuł, że naprawdę rozumie teraz Regulusa. — Tęsknisz za nim — stwierdził, patrząc mu prosto w oczy.
— Jak cholera — przyznał Reg i podkulił nogi pod siebie, siadając wygodniej na kanapie, a kubek opierając na kolanie. Głowę odchylił do tyłu, zamykając jednocześnie oczy. — To wręcz jak coś, co ci się należy od urodzenia i wiesz, że nikt ci tego nie zabierze. A gdy to tracisz, to po prostu... niesprawiedliwe.
— Ale sam mówiłeś, że Syriusz zareagował impulsywnie. Dlatego cię uderzył.
— Bo tak było, Jim. Ale ja mam też swoją dumę i sam naprawiam moje błędy. Czasem mnie korci, by się deportować do domu i z nim zobaczyć, ale wiem, że wtedy poczułbym się na tyle pewnie, że pozwoliłbym mu się mną zająć. Trzeba w końcu dorosnąć. 
James zastanowił się nad jego słowami.
— Nadal mi nie odpowiedziałeś — zauważył.
— Ponieważ nie określiłeś się, czy ci to odpowiada.
— To całe posiadanie i te sprawy? Myślę, że w tym nie będzie problemu. Wezmę to na klatę. Najwyżej później będę truł ci dupę. Ale czy tobie to odpowiada? 
— Nie widzę w tym problemu, Jim. Pod dwoma warunkami — zaznaczył. — Nikomu o tym nie powiesz, nawet żonie, o znajomych nie wspominając. To jest sprawa między tobą a mną. 
— Niech będzie. A druga?
— Nie mów do mnie Reggie. Czuję się, jakbym znowu miał sześć lat. To frustrujące.
James wybuchnął śmiechem, trzymając się za brzuch. Najśmieszniejsze było to, że sześcioletniego Regulusa nie znał, ale znał jedenastoletniego i pamiętał jego oburzoną, arystokratyczną minę, gdy go poczochrał po włosach, podczas gdy Syriusz ich sobie przedstawiał. W tym momencie widział tego samego niezadowolonego chłopczyka oczami wyobraźni.
Wytarł łzy rozbawienia.
— Ok, myślę, że to uczciwe warunki. Ale ja też mam własne. Pierwszy – będziesz do mnie mówił tylko po imieniu. W innym wypadku robisz mi kawę. Tę dobrą, z migdałami. A drugi – przyjdziesz do nas z Jeną i Nathem.
— Jesteś upierdliwy, Jim. Naprawdę, ale to też nie są takie złe warunki. Wchodzę w to.
— To co? Rytuał krwi?
— Chciałbyś.
Regulus nie został na noc. Właściwie, po krótkiej, niezobowiązującej rozmowie, by zająć myśli czymś innym, niż reakcją Syriusza, Reg miał zamiar się zbierać, by nie wrócić zbyt późno do Jeny. Zatrzymał się jeszcze przy drzwiach.
— Nie mówmy o tym na razie Campbellowi. Zareaguje gwałtownie i narobi problemów, a ja chcę się dowiedzieć, po co właściwie Syriuszowi były te pieniądze. Chociaż, sądząc po gadaninie Malfoya, mój brat zaspokoił jakąś swoją fanaberię.
— Może kupił sobie motor? Kiedyś coś o tym mówił — zastanowił się na głos James, wkładając ręce do kieszeni spodni. 
Regulus uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
— Musiałby mieć kilkanaście tych motorów, Jim.
— No dokładnie. Każdy pod kolor butów plus te na specjalne okazje. Jeden w końcu do wszystkiego nie pasuje.
— Nie zapominaj o tym, że to ja jestem ten wredny — przypomniał Jamesowi Regulus i kiwnął głową. — Dobrej nocy.
— Nigdy nie mówiłem, że jestem wyjątkowo miły. — James puścił oczko do Blacka, uśmiechając się przy tym delikatnie. — Branoc. 
Zamknął drzwi za Regulusem i odwrócił się, napotykając wzrokiem siedzącą na schodach Lily. Wyglądała na dalej przygnębioną tym, że wrócił do domu cały ochlapany krwią. Usiadł tuż obok niej i objął ramieniem.
— Powinnaś się rozchmurzyć.
— Ciężko być wesołym w takich czasach — wyznała. — James, co byś zrobił, gdyby jakiś twój stary znajomy przyszedł do twojego domu i poprosił o informacje?
— To... dość dziwna sytuacja, Lily. Coś się stało? — spojrzał na nią zmartwiony, ale ona tylko zacisnęła usta w wąską linię.
— Odpowiedz.
— Zależy co by to było i kto by to był. Ale raczej bym nic nie powiedział. To nie są czasy, w których zaufałbym komuś na podstawie tego, jaki był zanim tak na dobre dotknęła nas wojna. Powiesz mi, co się stało?
— Na początku maja był u nas Syriusz — zaczęła powoli, a Jamesowi od razu zrobiło się gorąco ze stresu. — Chciał cię przeprosić. Pytał też o Regulusa.
— Czemu mi od razu nie powiedziałaś? 
Czuł, jak wzbiera w nim gniew. Syriusz przyszedł do niego osobiście, a jego żona zataiła przed nim ten fakt. To było prawie jak zdrada.
— Przecież powiedziałeś, że i tak byś mu nic nie powiedział, więc...
— Ale wcześniej tego nie wiedziałaś! Cholera, Lily, ludzie nie wracają bez powodu do czyjegoś życia po takim czasie, byś nie raczyła o nich wspomnieć nawet słowem!
— Chodziło mu tylko o Regulusa! Nie chciałam cię w to mieszać, bo to nie nasz problem! — Też się uniosła, a jej policzki przybrały szkarłatny kolor jej włosów.
— Oczywiście, że chodziło mu o Rega! To jego cholerny brat! Ty też byś się bała o Petunię, gdyby tak nagle zniknęła, chociaż nie macie wcale dobrych relacji! Lily, nie możesz nie mówić mi o takich rzeczach. — Złapał ją za ramiona i zmusił, by patrzyła mu w oczy. — Chcę ci ufać. Jak mam to zrobić, skoro nie jesteś ze mną nawet szczera?
— Jimmy. — Ujęła jego twarz w dłonie. — Wiem, że Syriusz jest dla ciebie ważny, ale on jest teraz w Anglii nie jako on, a jako Patriarcha Rodu Blacków. Nie pokrywają się wam priorytety – ty chcesz łapać Śmierciożerców pokroju Bellatrix Lestrange, a on będzie ją chronił, ponieważ to jego rodzina.
— To teoria wyssana z palca — zaprzeczył twardo, mierząc się z nią na spojrzenia.
— Nie wmówisz mi, że Syriusz nie stawia rodziny na pierwszym miejscu. Tak, masz rację – Regulus to jego brat i to na nim zależy Syriuszowi. Na nikim więcej. A Regulus już raz kogoś zdradził i nigdy nie będziesz miał pewności, że nie zrobi tego drugi raz.
— Nie będę z tobą rozmawiał w ten sposób. — Wstał. — To są tylko twoje domysły. Nie znasz go tak dobrze, jak ja.
— W takim razie proś Merlina o to, by Syriusz nie zmienił się ani o jotę. A to mało prawdopodobne, Jim, i wiesz to doskonale.
— Wyglądasz jak cień siebie. W wyjątkowo dobrym humorze — stwierdziła Jena, widząc bladego niczym płótno Regulusa w drzwiach, ale z wyjątkowo ciepłym uśmiechem na ustach, który od dawna tam nie gościł.
— Dostaliśmy zaproszenie — powiedział, wchodząc do środka i od razu zdejmując z siebie brudne ubrania. — Od Jamesa.
— Jamesa? — Jennefer uśmiechnęła się jednym kącikiem ust, słysząc tę zmianę. Już nie było „Pottera” ani „twojego upierdliwego przyjaciela”. Teraz był James.
— Tak, od Jamesa. — Powtórzył i zebrał wszystkie ubrania, które zrzucił na podłogę, z zamiarem wyrzucenia ich do kosza. Nie miał ochoty nosić czegoś, co przesiąknęło krwią. — Przygotujesz mi kąpiel? — zapytał już z kuchni, szukając worków na śmieci po szufladach.
— Tak. Obok kosza, Reg! — dodała jeszcze i weszła do łazienki, by faktycznie puścić dla niego wody i dodać trochę olejków, by przestał pachnieć krwią. A czuć ją od niego było z odległości.
Nim wyszła z łazienki, usłyszała krótki śmiech Nathaniela. Przystanęła przy drzwiach, uchylając je lekko. Przez szparę miała widok na plecy mężczyzny i uniesione w jego rękach dziecko, które machało radośnie rączkami i nóżkami, gdy tata je podrzucał. Nagle Regulus przyciągnął syna do piersi, jakby coś się miało stać i powiedział tak cicho, by tylko Nathan go słyszał.
— Obiecuję, że nic ci się nie stanie. Słyszysz, Nath? Tata nie pozwoli, by ktoś cię kiedyś zranił. — Przełożył sobie dziecko na jedną rękę i połaskotał po brzuchu. — Wszystko będzie dobrze.
Jena oparła się o framugę, uśmiechając smutno. Byłoby wspaniale, gdyby wszystko faktycznie było dobrze, cokolwiek to miało znaczyć. Aby przynajmniej Regulusowi i Nathnielowi nic się nie stało, a ona byłaby szczęśliwa.
4 komentarze
+ + + + + +

4 komentarze

  1. „Też się nie wtrącał, więc jego obecność była niepokojąca.” – tak jakby wychodzi na to, że niepokoiło ich to niewtrącanie… Albo to tylko ja mam zawiasa.
    „Mój znajomy pracuje w Gringocie” – coś mi tu nie grało i dalej nie jestem przekonana. W książce stało w banku Gringotta, nie wiem, czy pojawiała się taka odmiana, noale… to w sumie tak tylko informacyjnie.
    „Sami Wiecie Kto” – a to nie było czasem zawsze z myślnikami? Sprawdziłam: było.
    „dzisiaj same krasnoludki chodziły po Nokturnie” – eee? Ale że gobliny? Bo nie ogarniam…
    „a później z podcieni dyskretnie obserwować.” – co to jest ten podcień? O.o
    „podszedł zbyt blisko jednego za sklepów” – ze.
    „zwróci się do Jamesa” – zwrócił.
    „Nie będą tobą rozmawiał w ten sposób” – James umie rozmawiać Lilką! Dooobre! :D
    „Przystanęła przy drzwiach, uchylając je lekką” – lekko.

    Wiesz, nie leży mi ten rozdział. Jakkolwiek chciałabym, to po prostu nie. Raz, że przemiana Harmies była dość powierzchownie opisana, taka bezuczuciowa, a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Nie wiem, czy bardziej jest to wina narratora – w końcu James raczej nie znał zbyt dobrze Harmies – czy zostawiłaś to sobie na Syriusza, ale jestem na nie. Poza tym raz mówią, że po przemianie Harmies przypominała smoka i potrzeba z tuzina ludzi, żeby ją opanować w takim wypadku, a z drugiej po chwili Syriusz rozwala ją sam jedną bombardą. Jasne, niby jakieś zniszczenia wokół się pojawiły, ale dla mnie nie tworzyło to specjalnej atmosfery i jakoś nie było czuć niczego istotnego. A przecież, cholera, człowiek właśnie został poddany okrutnej transformacji (jasne, Syriusz coś próbował zrobić, ale już narrator w zasadzie niezwykle szybko się z tym pogodził; i tak, pamiętam, że James już spotkał się z takim wynaturzeniem u Blishwicka). Właściwie w tym fragmencie podobało mi się jedynie zachowanie Syriusza – jakkolwiek irracjonalne, w tym czuć było, jak on do wszystkiego podchodzi.
    Znów później, gdy już James i Regulus znajdują się u Potterów, rozmowa znów leży mi mocno średnio. Regulus niezbyt zastanawia się, nad tym, co stało się z jego bratem. James zakłada, że Syriusz jest cały i zdrowy i krzyczy tylko dlatego, że właśnie zabił kogoś, wobec kogo żywił głębsze uczucia – a może ta skażona krew dostała mu się do oka albo do ust, może sam zaraz przejdzie jakąś mutację? A może potworzysko walnęło nim o ścianę w tym zamęcie i nie zauważył tego, bo adrenalina? Ale chłopaki od razu gadają o tym, że w sumie to mogliby zostać braćmi (no sorry, ale brzmiało to niemal jakby już zlali Syriusza i nara, mają siebie). Rozumiem, że Reg ostatnio spędził z Jimem dużo czasu, że stali się sobie bliscy, ale mnie to nie odpowiada.
    Pochwalę za to tę krótką rozmowę z Lilką. Jakkolwiek zgadzam się z Jamesem, że zatajenie prawdy było złe, to naprawdę rozumiem Lily. Kobieta jest w ciąży, a jej mąż szlaja się z szemranym kolesiem, walcząc przeciwko potężnemu czarnoksiężnikowi – naprawdę nie dziwię się, że chciała oszczędzić sobie nieco zmartwień, szczególnie, ze Syriusz zniknął na naprawdę długi okres czasu. Z drugiej strony takie zachowanie faktycznie tworzy wyrwę między nią a Jamesem. No, nie myślałam, że aż tak przekonasz mnie do Lily ;).
    Idem dalej ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krasnoludki w sensie mali ludzie. Tacy poniżej metra siedemdziesięciu (nie oceniam!).
      Bosh, jak mnie korci, by przeczytać komć z następnego rozdziału, ale nie, najpierw odpiszę. Serio, to aż boli @.@

      To może być wina Jamesa, bo on musiał w tym momencie myśleć logicznie i podejść do sprawy rzeczowo. Gdyby to Syriusz opisywał przemianę, na pewno byłoby więcej emocji przy tym, ale to nie jest rozdział Syriusza.
      Zauważ, że James chciał ją złapać i przekazać do badań, do tego potrzeba dwunastu ludzi, by ją utrzymać. Ostatnio Regulus zabił podobnego potwora sam, Avadą, a tutaj Syriusz używa do tego Bombardy. Zabicie potwora jest prostsze niż jego schwytanie.
      To jedna z większych traum Syriusza w tej wojnie, więc przynajmniej tyle dobrze, że widać po nim, że przeżywa. Nawet jeżeli James to opisuje.
      Nie będę ich bronić, bo jeszcze naspoileruję, ale powiem tylko, że przyda im się to braterstwo między nimi. Ale jak teraz na to patrzę, mocno zlali Syriusza. Nawet się nie zainteresowali, czy wrócił do domu, a Lucjusz nie wykorzystał okazji, by go zabić. Niedobre chłopaki.
      Merlinie, lubisz Lily? Ja jej nie cierpię. Wydaje mi się taka egoistyczna. Ale w sumie za to ją chwalisz, więc... więc trochę sensu w tym jest xD Nie no, babka ma totalnie przesrane. Jest w ciąży, nie może pilnować Jamesa, jeszcze on znalazł sobie jakiś substytut Syriusza, który jest potencjalnie niebezpiecznym byłym śmierciożercą i co ona ma zrobić? Zaproponować mu ciasteczka? No jak ją James zmusi to będzie musiała.
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    2. ...:( Chociaż w sumie przyzwyczaiłam się do nazywania mnie karzełkiem. Muszę zmienić nick na Mały człowiek xD.
      Ale o co chodzi? Aaa, że Syriusz? xD Chora jestem, szlag, dzisiaj mnie wzięło, no!

      Znaczy wiesz - dla mnie trochę mało w tym wypadku adrenaliny, bo punkt widzenia Syriusza był spoko. Nie wiem, ale strasznie krótka ta walka i na dobrą sprawę nie poczułam zagrożenia. Niby gadają, że będzie ciężko, a nikt z głównych bohaterów nie obrywa...
      Domyślałam się, że ci potrzebne i tego nie neguję. Po prostu moment, jak dla mnie, mocno średnio wypadł szczególnie przy tym zlaniu Syriusza.
      Nie znoszę Lily tak ogólnie, ale lubię ludzi, którzy myślą logicznie i są raczej niejednoznaczni, a Lilka taka jest w tym rozdziale i to pewnie tego zasługa xD. Faktycznie - ma przesrana, ciągle jakiś Black pakuje jej faceta w kłopoty ;P.

      Usuń
    3. Oj, no bo mieli szukać wysokiego mężczyzny, tak? A dla mnie wysoki mężczyzna to taki podchodzący pod metr dziewięćdziesiąt (Syriusz w moim wyobrażeniu zawsze jest wysoki, na pewno wyższy od Lupina, nie jak w filmie xD). Więc ja sama też byłabym przy nim niska, a nam prawie metr osiemdziesiąt.
      Ja mam dzisiaj kaca. Jestem w stanie Cię zrozumieć.

      To może być też kwestia tego, że POV-y Jamesa, o czym świetnie wiesz, pisze się bardzo trudno xD Syriuszem to szastam rozdziały o tak, jak z rękawa, a Jamesem... Cholera, nawet Snape lepiej idzie.
      Na nich się ogólnie kilka pochopnie podjętych decyzji zemści. I to bardzo (i wtedy będzie scena sugerująca, że Reg mógłby coś czuć do Jamesa, ale już teraz mówię, że ich relacje w Bezruchu są czysto braterskie. Nie ma podtekstów).
      Tu się jednego pozbyła, przyszedł drugi. Co gorsza, ten pierwszy dalej chce wrócić! Całe życie z wariatami :D
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń

© Niah | Akinese | Technologia blogger | helplogger, Rinne Lesair, FontAwesome, GraphicalThought