4 maj 2014

[WODYN] Første

To będzie jedna z niewielu przemów w moim wykonaniu. Otóż, wyjeżdżam na tydzień na plener z klasą i nie mam pojęcia, czy będę miała jakikolwiek dostęp do internetu dlatego daję wam to. To, to znaczy zapowiedź nowego opowiadania, które chodziło mi przez jakiś czas po głowie. Tak, wiem, chcielibyście Bezruch, a niektórzy nadal czekają na Białego Królika, ale te teksty mam niepokończone, a nie chcę wam ich oddawać w obecnej formie.
Także więc, Wodyn.

Występują tutaj motywy kazirodcze, jest trochę scen seksu i ogólnie +17,

więc każdy czyta jeżeli chce.
Tekst jest niebetowany, bo nie miałam na to czasu, dopiero skończyłam go pisać, więc będę wdzięczna za te wszystkie literówki i dziwne konstrukcje zdań, które mi wytkniecie.
Pozdrawiam, Niah.

Izba była wypełniona zapachem ciężkich, korzennych kadzideł, spoconego ciała i uryny, wywołując zawroty głowy i szczypanie w oczach. Drobna, zgarbiona postać w łachmanie siedziała naprzeciwko poważnej kobiety ubranej w futro z białych lisów.
— A wtedy mrok z otchłani powróci... — Stara Widząca uniosła swój krzywy paluch z obgryzionym paznokciem na wysokości oczu J'anny i zakręciła nim małe koło. — Odbierze i omota pomazańce bogów, pozostawiając po sobie ciemność i zwątpienie! — Staruszka podniosła dramatycznie głos, szczerząc spróchniałe zęby. Jej oddech, przypominający woń zdechłego kota, owiał twarz J'anny, przyprawiając o nudności. — Wtedy... wtedy... — Pokryta licznymi liszajami i plamami starczymi dłoń kreśliła niezrozumiałe wzory w powietrzu, gdy głos Widzącej cichł.
J'ann westchnęła, wywracając oczami. Cieszyła się w duchu, że starucha jest ślepa jak kret. Gdyby jeszcze tylko nie wzywała jej za każdym razem, gdy widzi wszędzie gołe dupy i puste pudełka.
— I wtedy co?
— Bogowie milczą, pani. Niektóre rzeczy muszą pozostać tajemnicami. Takie są prawa. — Stara Widząca objęła się swoimi skostniałymi rękoma, poprawiając pleśniejący płaszcz na ramionach i zawodząc niskim głosem słowa, których J'ann nie mogła zrozumieć. Nie żeby chciała.
— Bogowie często milczą, gdy masz przejść do sedna. To wszystko?
— Jesteś nieroztropna, pani, tak jak byłaś, zanim twoje łono zgasło. Bogowie nie pochwalają takich zachowań. To ich...
— „To ich gniew odebrał ci dziecko”. Wiem, mor, mówiłaś mi to już nie raz. Jestem zajęta, nie mam czasu, by bawić się w twoje gierki słowne. Poślij po mnie, gdy bogowie dadzą ci pełną wizję. — J'ann podniosła się na tyle, na ile pozwalała jej niska izba.
— On przyjdzie, a wtedy ty przyjdziesz do mnie, pani.
— Zapewne. — Usta J'anny wykrzywił grymas, przypominający uśmiech. Ujęła rękę Widzącej i ucałowała po kolei ostatnią, pierwszą i środkową kostkę. Stara miała tylko trzy palce i kciuk. J'annie wydawało się komiczne, że prawdopodobnie rozmawia z bogami, ale nie potrafi utrzymać kielicha jedną ręką.
Po tym wyszła, zamiatając całą izdebkę swoim jasnym futrem i potrącając posążek Wodyna wprost w szarą papkę, którą Widząca śmiała nazywać owsianką.
Za każdym razem, gdy J'ann wracała od Widzącej rozpoczynał się wywód. Zasiadali do wieczerzy w ich wspólnej, przestronnej izbie przy stole obok paleniska pośrodku pomieszczenia. J'ann u szczytu stołu, Sette po jej lewej i Garel po prawej. Gdyby przed nimi nie leżało jadło, wyglądaliby tak, jakby chcieli kogoś sądzić.
— Czekam na dzień, w którym mor znudzi się wołanie mnie do siebie co zachód słońca. Mam dość jej wieszczeń o nadchodzącym nieszczęściu, którego nie ma. Nie mogłaby mi wywieszczyć nowych statków albo wojów? Zbożna na zimę? Bydła?
— Wątpię, by chciała prosić bogów o cokolwiek w twoim imieniu, gdy zwracasz się do niej tak pobłażliwie, matko. — Sette wyskubała sobie mięciutki i soczysty kawałek indyka. — To jest Sträng Mor, matko. Bogowie ją wybrali.
— Ty i te twoje mądre, gliniane tabliczki. Jak ktoś może być Surową Matką, nie będąc nią wcale? Garel, widzisz coś śmiesznego w tym, co mówię? — J'ann posłała synowi nieprzychylne spojrzenie pełne dezaprobaty dla jego szczerego śmiechu.
— Po prostu za każdym razem, gdy wracasz od Widzącej, żalisz się, że nic ciekawego ci nie powiedziała. Czyżbyś miała nadzieję, że kiedyś, kiedyś usłyszysz coś wartego uwagi od tego starego pasożyta?
— Oczywiście, że tak, braciszku. Przecież matka szuka tej swojej jednej i prawdziwej miłości! — Sette dołączyła śmiejącego się Garela.
— U bogów? No dobrze mamo, kogo chcesz? Astera? Nie, czekaj! Na pewno marzysz o Fandeju, prawda? A może o Wodynie?
— Widzę, że dla was to bardzo śmieszne. Nie marzę ani o wojowniku, ani o pieśniarzu, a tym bardziej nie o rybaku! Stara mor nie jest jakąś swatką, urwisy. Przychodzę do niej, by się upewnić, że nie grozi nam żadna wojna, byście mogli dalej mi dogryzać. — Roztrzepała białe włosy na głowach obu swoich pociech i sięgnęła po ostatni kawałek pasztetu.
— Przecież wojna będzie prędzej czy później, matko. Straciłaś męża, sama prowadzisz miasto... jesteś łakomym kąskiem. Ał! Jestem twoją córką, powinnaś się ze mną podzielić. — J'ann zdzieliła Sette po ręce, gdy ta chciała podebrać jej pasztet.
— Dlatego nie lekceważę żadnego wezwania Widzącej. Przyzwyczajcie się do tego, że będę na nią marudzić, bo czuję, że w najbliższym czasie nic się nie zmieni.
Oboje, Sette i Garel, westchnęli, posyłając sobie wymowne spojrzenia i wrócili do obskubywania indyka.
Wieczerza trwałaby dalej w spokoju, przerywana krótkimi docinkami Garela i Sette, gdyby posłaniec nie wpadł zdyszany do środka, przynosząc chłód, śnieg i złe wiadomości.
— Pani... w naszym kierunku płynie sześć statków nieznanego pochodzenia. Wywiesili biały maszt, ale widać, że mają wielu wojów. Co robić? — Mężczyzna dyszał, trzymając się za pierś i co rusz wycierał smarki spod czerwonego, cieknącego nochala.
J'ann wstała z nieodgadnioną miną, wiercąc swoje spojrzenie w pijaczynie.
— Każ wszystkim zdolnym do walki przygotować się na atak. Powitamy naszych gości, ale nie możemy mieć pewności co do ich zamiarów. Sette, powiedz służbie, by doniosła jedzenia. Garel, chodź ze mną.
.
Gdy Lyr się obudził, Lea już dawno nie spała. Siedziała czujna obok niego z toporem w ręku i wypatrywała czegoś na horyzoncie. Lyr podniósł się do siadu i zauważył, że dobijają do brzegu. Na plaży stało wiele osób, stąd widział, że wszyscy są uzbrojeni. Podrapał się po czarnej czuprynie i spojrzał na siostrę wyczekująco.
— Coś mnie ominęło?
— Straciliśmy połowę statków w sztormie, w tym większość zaopatrzenia. Ojciec stwierdził, że najlepiej będzie, jeżeli dobijemy do brzegu. No i mamy brzeg. — Lea nie wyglądała na zadowoloną. Właściwie, to wyglądała tak, jakby chciała w pojedynkę wyrżnąć wszystkich mieszkańców tego portowego miasteczka i spalić je doszczętnie.
— Schowaj topór. Mamy wywieszony biały żagiel, nie możesz wyjść na ląd z bronią w ręku i prosić o jedzenie. — Położył dłoń na jej ramieniu.
— Nie zamierzam o nic ich prosić.
— Ojciec powiedział, że mamy ich atakować? — Nie odpowiedziała mu. — Więc schowaj topór i nie bądź głupia. Jesteśmy za słabi, by walczyć. — Lyr czuł to sam po sobie. Jego rana na brzuchu źle się goiła, był głodny i ciągle senny. Może gdyby mieli wszystkich wojowników, nawet zmęczonych walką, to wygraliby przewagą liczebną. Ale w tym wypadku Lyr nie zamierzał ryzykować bycia nadzianym na widły przez wieśniaka. To nie byłaby honorowa śmierć.
Spojrzał nad ryżą głową siostry na ojca stojącego przy maszcie. Miał poważną minę i pozwalał, by wiatr rozwiewał jego krótkie, czarne włosy. Jemu też nie podobało się to rozwiązanie. Jeżeli zamierzał podbić tę wioskę, pewnie miał już plan. Jeśli nie... cóż, to będzie chyba pierwszy raz, gdy będą się płaszczyć przed kimś.
.
Zeszli na ląd jako pierwsi. Potężny mężczyzna, ruda tarczownica i wojownik, chociaż ten ostatni zrobił to trochę mniej dostojnie. Byli brudni od błota i krwi, przemoczeni przez deszcz i czerwoni od smagającego wiatru. Mimo to, J'ann z łatwością stwierdziła, że nie jest to grupa luźno zebranych bandytów, a spora grupa dowodzona przez swojego earla.
Podeszła pewnie z Garelem u boku do nich, kiwając głową najstarszemu mężczyźnie.
— Witamy w Dorbadge. Jestem earlem tego miasta, J'ann, a to mój syn, Garel. — Dziewczyna prychnęła lekceważąco i została szturchnięta przez wojownika, który przywołał ją do porządku. J'ann nie skomentowała tego, ale Garel wiercił w niej swoje spojrzenie.
— Kobieta earl. Pierwszy raz się z tym spotykam. Jestem Marak, earl Stershire, a to moja córka Lea i syn Lyr. Wybacz jej, jest dość żywiołowa. — Marak miał niski, przyjemny głos i lekko się uśmiechał. Wprawdzie, J'ann nie miała pojęcia gdzie leży Stershire, ale daleko, sądząc po tym, że wśród nich nie było nikogo, kto miałby jasne włosy. — Wracaliśmy, gdy zastał nas sztorm i straciliśmy nasze zapasy. Mamy nadzieję, że w tym miejscu miłuje się Astera i Wodyna.
— Wodyn jest patronem rybaków, nie grabieżców — wtrącił się Garel, patrząc teraz na Maraka.
— Wodyn jest panem wód. A wojownicy pływają głównie po wodach.
J'ann uniosła rękę, kończąc ten spór.
— Jeżeli miłujecie Astera, wracacie z wyprawy. Dam wikt i opierunek tobie i twoim ludziom za odpowiednią zapłatą w złocie i srebrze. Odpowiada wam to? — Lea wyglądała na oburzoną taką propozycją, ale Marak uciszył ją gestem ręki. Dziewczyna zdjęła rękę z topora, a wtedy i Garel przestał sięgać do miecza.
— Jak najbardziej.
Kobieta wskazała im głową największy budynek w mieście i nakazała iść za sobą.
.
Marak patrzył za J'anną, która szła spokojnym krokiem, kołysząc seksownie swoją suknią. Nigdy nie widział kobiety podobnej do niej. Bardzo wysoka, prawie, że wzrostu Lyra, z białymi jak śnieg włosami.
Jej syn też był intrygujący. Bardzo smukły i szczupły, ale mimo to wydawał się dobrym wojownikiem. Wyższy od matki, o takich samych białych włosach, jednakowo długich. Kilka pasm miał zaplecionych koralikami, niczym kobiety w stronach Maraka, ale tutaj wszyscy się tak nosili.
On i Lyr mieli krótko przycięte, czarne włosy i wyróżniali się na tle tych jasnowłosych, dziwnych ludzi. Jego Lea wywołała poruszenie, idąc w spodniach i ze swoimi ryżymi, kręconymi włosami. Jego Lea ogólnie wywoływała poruszenie swoim nietaktownym zachowaniem i morderczymi spojrzeniami, które posyłała J'annie, ale Marak nie był tym bardzo przejęty.
J'ann była wyjątkowo piękną i kuszącą kobietą, ale fakt, że była earlem, skreślał ją całkowicie.
.
Dopóki Marak nie wszedł do izby, był przekonany, że J'ann jest najpiękniejszą kobietą w tym mieście. A później zobaczył Sette, gdy stała obok paleniska. Ciepłe, żółte światła oświetlały jej delikatną, dziewczęcą twarzy i nadawały złotego koloru jej białym włosom. Była niższa niż jej matka i drobniejsza, dziewczęca i bardzo niewinna. Miała te same niesamowicie niebieskie oczy co jej brat i matka, ale wydawały się one dużo łagodniejsze.
Ukłoniła im się lekko, świecąc piersią. Zasiadła obok swojej matki na wysokim krześle obitym skórą dzika i szeptała z J'anną, spoglądając na nich z zaciekawieniem w przeciwieństwie do swojego brata, który sztyletował wzrokiem Maraka za każde spojrzenie w stronę młodej Sette.
Więc Marak patrzył na nią całą noc, sprawiając, że jej policzki płonęły.
.
— Podobasz mu się — wysapał Garel, gdy Sette ujeżdżała go, wbijając mu paznokcie w boki. Dziewczyna zaśmiała się chrapliwie, odgarniając spocone dłonie z czoła, gdy Garel skończył.
— Jesteś zazdrosny? — Położyła się na nim, kreśląc kółka na jego piersi.
— Tak.
— To głupie, braciszku. — Podniosła się na rękach, by go pocałować. — Przecież za ciebie nie wyjdę.
— Poproszę matkę, o twoją rękę.
Sette zacmokała. Zaczęła składać krótkie pocałunki na jego piersi, gdy Garel przeczesywał jej włosy.
— Nie zrobisz tego. Pamiętasz? — Dotknęła palcem jego nosa. — Prosiłam cię, byś zrobił ze mnie kobietę. Nie o to, byś mnie kochał.
— Kocham cię od zawsze, jesteś moją siostrą.
— Nie o tym rodzaju miłości mówię, głuptasie. — Uśmiechnęła się. — Możesz kochać mnie jako swoją siostrę, nie jako kobietę. — Usiadła na nim, kołysząc lekko biodrami. Garel przekręcił ich oboje tak, że teraz Sette leżała plecami na pościeli, na której zaciskała ręce, gdy ją posuwał.
— Podoba ci się? — Garel złapał ją mocniej za biodra, przygryzając przy tym dolną wargę. Sette znów się zaśmiała.
— Myślałam nad tym, jak dużego ma kutasa i jak lubi się rżnąć. Och, braciszku, naprawdę myślisz, że fantazjowałabym o takim starym facecie? Kiedy mam ciebie? — Objęła go rękami wokół szyi.
Garel zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
— Kochasz mnie jak brata czy jak mężczyznę, Sette?
— Jak brata.
— To tak nie zabrzmiało.
— Musisz pamiętać o tym, braciszku, że mu nie jesteśmy normalnym rodzeństwem. No, pokaż mi, co tam chowasz...
.
Lea uderzyła w krzesło z całej siły, posyłając je na drugi koniec sali wprost pod nogi Maraka. Earl nic sobie z tego nie zrobił i dalej strugał figurkę w kawałku drewna. Lyr po raz kolejny tego wieczora westchnął głośno i poprosił siostrę o zachowanie spokoju.
— Jak mam być spokojna, skoro ojciec zgodził się dobrowolnie oddać ponad połowę naszego złota za kilka owiec i indyków!
— Po pierwsze, Lea, to nie tylko owce i indyki dostaliśmy, ale też dach nad głową i leki dla twojego brata. Wolisz mieć złoto czy Lyra? — zapytał Marak znad krótkiego noża, którym męczył drewno.
— Wolę mieć Lyra i złoto. Widziałeś tych ludzi? Co z tego, że są wysocy? To chuderlaki, większość z nich to rolnicy. W czym oni mogą nam przeszkodzić?
— Lea, zostaniemy tutaj, dopóki Lyr nie wyzdrowieje, a reszta z nas nie odzyska sił. Zmień bratu opatrunek.
— Nie wiem, czy chcę, by mnie dotykała w takim stanie, ojcze. Jeszcze wyładuje na mnie swoją złość i pośle do bogów, a tobie będzie się przykrzyć tutaj samemu.
— Jak na kogoś, kto niedawno o mało nie trzymał własnych flaków w rękach, dużo gadasz. Lea, już. — Marak niedbałym gestem wskazał na syna i wrócił do swojej figurki.
Lea usiadła obok Lyra. Wsadziła sztylet pod materiał i rozcięła prowizoryczny opatrunek, który do niczego się już nie nadawał. Delikatnie odsłoniła ranę brata. Przez cały jego brzuch biegła głęboka szrama. Mało brakowało, by Lyr niósł swoje jelita w rękach. Lea założyła nowy opatrunek i pozostało jej tylko modlić się do Fayry, by zachowała Lyra przy niej.
.
W każdą ciemną noc od czasu ostatniej bitwy Lea kładła głowę na kolanie ojca i pytała go cicho, czy bogowie sprzyjają im na tyle, by zostawić Lyra razem z nimi. Marak milczał długo, aż w końcu mówił, że dowiedzą się tego o wschodzie słońca.
Lea spała przy Lyrze, słuchając jego płytkiego oddechu i dziękowała bogom za każdym razem, gdy wstawał świat, a Lyr dalej oddychał.
.
Sette z rana kąpała się w zatoce, by zmyć z siebie nocny zapach Garela. Gdy tego ranka wychodziła z wody, miała cichego wielbiciela. Marak siedział na kamieniu, nie kryjąc tego, że przygląda się jej mokremu ciału ani temu, jak zarzuca na siebie cienką, lnianą suknię.
— Tak robi się u was, panie? Podgląda młode kobiety podczas kąpieli? —zapytała, podchodząc do niego, ale nie na tyle blisko, by mógł ją dotknąć, a nawet do niej doskoczyć.
— Jeżeli są tak urodziwe jak ty, to owszem. — Marak ssał źdźbło trawy, przyglądając się jej kształtom ukrytym pod suknią. — Nie jest ci zimno?
— Tutaj nigdy nie jest ciepło, panie. Przywykłam. — Zrobiła krótką przerwę rozważając powrót do domu czy dalszą rozmowę. Marak może i nie był młodzieńcem, którego sobie wymarzyła, ale było w nim coś przyciągającego, w tym, jak na nią patrzył. — Twój syn jest ranny. Co mu się stało?
— Och, Lyr... Podczas walki nie zauważył, że od tyłu zachodzi go drugi przeciwnik. Pierwszego zabił i nie zdążył zrobić uniku przed kolejnym atakiem. Dostał obusiecznym toporem prosto w brzuch. Ostrze przebiło pancerz, ubranie i przewie jego skórę. Ma teraz paskudną ranę. Właściwie to nawet nie wiem, czy przeżyje.
— Nie smuci cię to?
— Oczywiście, że smuci. Ale bogowie nie obdarzyli mnie mocą uzdrawiania. Dostałem zamiast tego siłę w rękach i ukręciłem głowę gołymi rękami temu śmieciowi, który zranił mego syna.
Sette sapnęła zaskoczona.
— Samymi rękami? Sam Aster użyczył ci siły? — Dziewczyna usiadła na piasku, przyglądając mu się uważnie.
— Powiedziałbym, że bardziej Hefte niż Aster. Widzisz, Hefte dzień i noc wykuwa broń dla innych bogów, by mogli oni walczyć z Chłodem i jego armią. Ten facet musi mieć parę w rękach, by coś takiego zrobić, prawda? Aster natomiast musi mieć tęgi umysł i szybkość, bo w walce sama siła nic nie znaczy, jeżeli nie umie się nad nią panować. Rozumiesz?
— Rozumiem. Będę się modlić do Fayry o zdrowie twojego syna. Do zobaczenia.
— Do zobaczenia.
Sette była więcej niż pewna, że Marak obserwuje jej pośladki w drodze do domu.
.
J'ann znów została wezwana do Widzącej i ponownie przyszła. Tym razem widząca nie zapowiadała jej nie wiadomo czego. Nie było żadnych kataklizmów, mrocznych cieni ani zbliżającej się zagłady.
— Bogowie mówią, że dostałaś od nich dar i powinnaś go wykorzystać. — Staruszka wyglądała na wyjątkowo zmęczoną, jakby przez całą noc rozmawiała z bogami.
— Niczego od nich nigdy nie dostałam. Zabrali mi syna, pamiętasz? Wysuszyli moje łono i odebrali męża. — Spotkania z mor robiły się coraz bardziej męczące.
— Bogowie mówią, że twoje suche łono było darem.
J'ann uderzyła Widzącą z całej siły w twarz. Cała się trzęsła, patrząc na nią nienawistnym spojrzeniem. Jej usta kilkakrotnie się poruszyły, zanim udało jej się powstrzymać gniew i coś powiedzieć:
— Więc przekaż bogom... by się chędożyli z samym Chłodem z takim darem.
Tym razem Wodyn, jedyna figurka boska w chacie Widzącej, skończył w palenisku, skwiercząc cicho.
.
Lea była ciągle przygnębiona – to jedno zauważył Garel, od kiedy ryża awanturnicza zawitała w ich domu. Podejrzewał, że martwi się o swojego brata, który podobno był w ciężki stanie. Przynajmniej z tego, co mówiła Sette.
Z początku odczuła do niej niechęć. W końcu podważyła autorytet jego matki wśród mieszkańców i swojej załogi, ale wraz z mijaniem kolejnych dni widział tylko pogrążoną w smutku dziewczynę, która wyładowuje się na innych.
Była ładna. Nie tak ładna jak jego siostra, ale była tak bardzo różna od wszystkich dziewcząt, jakie znał, że aż intrygująca. Niewysoka, nie miała dużych piersi i zgrabnej pupy, ale miała coś, czego nie posiadał nikt inny – te niesamowite, rude włosy, które tworzyły płonącą burzę wokół jej jasnej twarzy. Gdyby jeszcze nie patrzyła na niego z chęcią mordu za każdym razem, gdy się do niej zbliżał...
— Czego chcesz? — warknęła, gdy podszedł do niej podczas oglądania zachodu słońca nad taflą zatoki.
Zamiast odpowiedzieć, zarzucił jej na plecy płaszcz i położył obok małe zawiniątko. Spojrzała na niego podejrzliwie.
— Zetrzyj je razem. To powinno pomóc twojemu bratu. — Jej mina jasno mówiła, że mu nie ufa i nie zamierza tego przyjąć. — Jeżeli coś pójdzie nie tak, zawsze wiesz, gdzie mnie znaleźć, prawda?
— Czemu to robisz? Podobam ci się, że tak się we mnie wgapiasz i starasz się być dla mnie miły? Myślisz, że wskoczę ci do łóżka, za parę liści i ziaren?
Garel wyglądał na zaskoczonego.
— Aż tak to mi się nie podobasz — odpowiedział zanim pomyślał. Policzek, jaki wymierzyła mu Lea, byś siarczysty i bolesny. Wprawdzie został na plaży sam, ale osiągnął przynajmniej tyle, że dziewczyna zabrała paczkę ze sobą.
.
Marak lubił swój kamień przy plaży z którego mógł oglądać kąpiącą się Sette, a później jej młode, jędrne ciało zanim zdążyła je przykryć lnianą suknią. Dziewczyna czasem pytała go o walki, jakie stoczył w ciągu życia, a czasem odchodziła bez sowa w kierunku domu.
Sette gotowała sama śniadania, zanim Garel i J'ann wstali. Zauważył to już po kilku dniach, ale potrzebował większej ilości czasu, by się upewnić, że na pewno tak będzie.
Poszedł za nią do domu, gdy tym razem nie zaszczyciła go rozmową. Krzątała się przy palenisku, krojąc warzywa i mięso. Była zbyt beztroska, nucąc pod nosem, by zauważyć, że do niej podszedł.
Zacisnął rękę na jej kobiecości, drugą przytrzymując dłoń, w której trzymała nóż. Jęknęła zaskoczona, ale się nie odsunęła. Wyjął nóż z jej dłoni i podciągnął jej suknię, dotykając skóry. Była gładka i ciepła. Mokra w tamtym miejscu. Kręciła lekko biodrami, gotowa.
Złapała go za dłoń, by wszedł głębiej i nadawała rytm jego ruchom, widząc czego chce. Nie wydawała mu się już tak niewinna jak wcześniej. Wierciła się tyłkiem przy jego kroczu, pobudzając go lecz gdy zarzucił jej na plecy spód sukni, powstrzymała go.
— Nie tutaj. Ktoś może zobaczyć.
Poprowadziła go do swojej izby z łóżkiem zaścielonym skórami, jakby w ogóle tutaj nie spała. Gdy tylko zamknął za nim drzwi, ściągnęła z siebie suknię. Teraz, z bliska, widział jak różowe były jej sutki i jak stwardniały od zimna.
Podeszła do niego, rozpinając pas i zdejmując koszulę. Dotykała rękami jego umięśnionego ciała, a gdy zzuł buty i opuścił spodnie, aż jęknęła rozkosznie, przyglądając mu się.
Była drobna w jego ramionach, gdy całował ją zachłannie i miętosił jej piersi, a gdy pieścił ją językiem, powstrzymywała jęki ostatkiem sił. Sama przekręciła się na brzuch i wypięła, by krzyczeć w poduszkę, gdy ją ujeżdżał.
Nie była dziewicą. Czuł to i widział, ale mimo to była tak szalenie pociągająca, że pierdolił ją za każdym razem, gdy miał ku temu okazję. Nawet w stajni, gdy stała z rozstawionymi nogami, a on nie żałował ani trochę siły.
.
J'ann nie pytała Sette, dlaczego ta lubiła się o poranku kąpać w zatoce, nawet w naprawdę chłodne dni. Córka robiła później śniadania, więc wszystko było dobrze. Do czasu.
Poczekała aż Garel wyjdzie z domu a one zostaną same. Powoli dokończyła swoją jajecznicę i wsadziła talerz do misy z brudnymi naczyniami. Złapała Sette za pierś, gdy chciała zrobić to samo.
— Matko! — Dziewczyna odskoczyła zaskoczona, zakrywając biust rękami.
— Kim on jest? — zapytała srogo J'ann, łapiąc córkę za rękę i nie pozwalając jej odejść.
— Kto jest kim?
— Nie udawaj głupiej. Z kim sypiasz?
— Matko, z nikim... — Sette zrezygnowała z tłumaczeń, widząc, że matka nie da się zbyć.
— Czyje jest to dziecko, Sette?
Dziewczyna długo nie odpowiadała, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie.
— Maraka.
J'ann wyglądała jak istny tajfun, gdy wypadła z izby na zewnątrz. Sette opadła ciężko na ławę, przeczesując włosy palcami.
Bo czy to naprawdę było jego dziecko?
.
Marak wracał z porannego seksu w pokoju Sette, gdy dopadła go J'ann i był prawie pewien, że już wiedziała o tym, że zaprzyjaźnił się z jej córką trochę bardziej niż bardzo.
— To przebrzydła świnio! Pozwalam ci zostać pod moim dachem, a ty posuwasz moją córkę, gdy nie patrzę! Za ile nocy masz zamiar odpłynąć? Za trzy? I zostawić Sette ze swoim bękartem na głowie? Wstydu nie masz!? — wykrzyczała mu prosto w twarz, bliska rękoczynów.
— Bękartem? Ona jest w ciąży?
— Naprawdę jesteś taki zaskoczony? Nie wiesz, skąd się wzięła twoja córka i syn? Naprawdę zamierzasz się tak pogrążyć, ty parszywcu?
— Uspokój się. Naprawdę nie wiedziałem. Gdzie ona jest?
— W domu. — Marak od razu zawrócił w tamtym kierunku. — Zaczekaj! Co zamierzasz zrobić?
— Zabrać ją ze sobą do Stershire.
.
Sette próbowała znaleźć Garela przed powrotem Maraka i matki. Na próżno. Zastali ją przed domem, gdzie już na nich czekała. Po przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw i prawdopodobieństwa tego, kto był ojcem, rozsądną opcją było wybrać Maraka, z którym łączył ją tylko seks niż przyznać, że kocha własnego brata. Mimo to, wolała mu powiedzieć to osobiście, niż by ktoś inny to zrobił.
Zgodziła się popłynąć z Marakiem do Stershire i zostać jego żoną. Jak dobrze, że pierwsza już od dawna nie żyła i nie będzie musiała przecież tej kobiecie w twarz, jako dziewczynka, która uwiodła jej męża.
Jednak gdy Garel wrócił, cały zdyszany, z niedowierzaniem w oczach, wszystko w niej zaprotestowało i chciało zostać przy nim. Tylko, że było już za późno.
.
Lea spała dobrze od kilku nocy, a właściwie od wtedy, gdy zioła od Garela poskutkowały i Lyr powoli wracał do zdrowia. Jego twarz nabrała kolorów, a oddech był spokojny. Czasami też udało mu się wstać i przejść po izbie, dlatego Marak zarządził powrót.
Właściwie, Lea nie była zadowolona z tego, że odpływają bez spalenia Dorbadge i zostawiają tutaj większość własnego złota. Ale miało to w sobie jakieś korzyści. Ta wioska była teraz związana z nimi poprzez tę kurwę ojca, Sette, więc prędzej czy później będzie to ich ziemia, gdy wrócą tutaj w sile wojowników. Bo było pewne, że wrócą.
.
Garel trzymał siostrę w objęciach dłużej niż powinien. Statek kołysał się na wodzie tuż obok mola na którym stali. Garel wdychał zapach swojej siostry po raz ostatni.
— Muszę już iść, braciszku.
— Wiem. Ale powiedz mi jeszcze tylko jedną rzecz — szeptali cicho w swoje własne futra. Garel ścisnął mocniej Sette. — Czyj to syn?
Sette odsunęła go od siebie i pocałowała czule w czoło. Spojrzała mu prosto w oczy, trzymając jego twarz w swoich dłoniach. Jej lekki uśmiech nie dosięgnął jej oczu.
— Powiem ci, gdy wrócę. Obiecuję.
Po tym Garelowi zostało już tylko wsadzenie siostry na statek i patrzenie, jak odpływa wraz z Marakiem, Lyrem i rudowłosą Leą, której włosy widział jeszcze z oddali, gdy wypływali z zatoki.
.
Sette wodziła palcem o wzorach wyszytych na swojej sukni, gdy wypłynęli na otwarte morze. Powinna patrzeć na niesamowite widoki, jakie się teraz przed nią rozgrywały, ale nie potrafiła czerpać z nich przyjemności. Marak kucnął przy niej, wkładając jej drewnianą figurkę w ręce.
— Malik? — Figurka miała głowę węża i trzymała skierowany do dołu miecz, z nasady którego wyrastało ostrze sierpa. — Dlaczego dałeś mi figurkę boga zmarłych?
— By nie odebrał ci dziecka. Bogowie robią różne rzeczy, gdy się ich zaniedbuje. — Sette położyła mu swoją drobną, jasną dłoń na ręce i pocałowała go w podzięce.
— Dziękuję.
— Okryj się płaszczem i postaraj zasnąć. Przed nami długa droga. — Marak poprawił jej futro, zakładając jej kaptur na głowę.
Lea patrzyła na nich z dzioba statku, stojąc obok Lyra. Miała nadzieję, że tym razem, nie zastanie ich żaden sztorm. Pierwszą osobą, która by w nim zginęła, byłaby Sette, a Lei za bardzo zależało na tym, by kiedyś przejąć jej ziemię, by pozwoliła jej umrzeć.
.
Stara Widząca pojawiła się znikąd w izbie Garela. Chłopak o mało nie zarąbał jej mieczem, uważając to za atak. Sträng Mor uniosła swój zakrzywiony palec i zaczęła cichutko mruczeć. Garel podszedł do niej ostrożnie, przybliżając ucho do jej ust, by usłyszeć co mówi. Starał się ignorować smród starego ciała.
— Weźmiesz łódź... i gdy księżyc rozbłyśnie swym pełnym blaskiem... popłyniesz do jaskini ukrytej przed mrokiem...Weźmiesz łódź... — Zaczęła powtarzać w kółko.
— Dlaczego mam popłynąć do tej jaskini? Mor? Co tam na nie czeka?
— On.
— On?
— On czeka na swego syna... czeka na niego już bardzo długo... by obudził go z wiecznego snu... — Widząca nagle zaczęła kaszleć i Garelowi udało się w porę odsunąć, by żadne charki go nie obryzgały. Jednak mor kaszlała krwią, słaniając się na swoich starczych nogach. — Musisz tam popłynąć — powiedziała własnym skrzekliwym głosem i znów zaniosła się kaszlem. — Musisz go znaleźć nim mrok dostanie to, czego chce. — Obryzgała cały kąt swoją krwią i upadła wprost w kałużę. Ślizgała się w lepiej posoce, próbując się do niego doczołgać. — Nim mrok... się zorientuje... musisz... — Słowa zamarły w jej ustach, a piana zaczęła zbierać się w kąciku ust, gdy Widząca zaczęła kreślić słowa zakrwawionym palcem.
Nie skończyła nim bogowie zabrali ją do siebie. Garel siedział jak zaklęty jeszcze przez chwilę, przyglądając się truchłu staruszki zanim zdecydował się podejść bliżej.
Na podłodze było tylko jedno słowo: „Wodyn”.
Mor... jak rybak może pokonać mrok? — zapytał, ale nikt mu już nie odpowiedział.

2 komentarze:

  1. Poprzedniego nie czytałam, bo wszystkie te slashe, yaoice, czy inne dzikie nazwy ukrywające związki homo zwyczajnie mnie odrzucają (w ogóle czemu aż tyle nazw chowających jedno i to samo? Ktoś chce mi życie utrudnić...).
    Jeżeli chodzi o to opowiadanie, to tak ogólnie mam wrażenie, że trochę zabrakło tła. Znaczy opisów. Co w sumie tak bardzo nie przeszkadza, ale tak tylko mówię. No i czemu piszesz earl zamiast jarl? Chyba, że coś przekręciłam, to przepraszam (chociaż wątpię, bo przecież sama opowieść aż tchnie Skandynawią).
    Ciekawie zarysowałaś postaci, które się pojawiły. Zarówno J'ann (strasznie mnie dziwi ten apostrof), która jest cholernie twardą kobietą, ale widać przecież, że troszczy sie o własne dzieciaki i mimo wszytsko cierpi po tym nienarodzonym. Rodzeństwo to niezła parka, przyznam. Eee w sensie mam na myśli Garela i Sette. Wydawało mi sie, że to Sette jest tu prowodyrem, a Garel jakby trochę zostawał z tyłu i w ogóle był mniej stanowczy, czy zdecydowany - no ale może tak mi się tylko zdawało. A zresztą powiem raczej o wszystkich, zę na tę chwilę są ciekawie zarysowani i ciekawi, to takie surowe typy, które myślą o własnych korzyściach, ale gdzieś tam w głowie mają zakorzenione, że o rodzinę również trzeba dbać. No i ich oddanie bogom, wiara w nich i ich siłę sprawczą - to również smaczek.
    A właśnie! Mogę zapytać skąd wzięłaś figurkę Malika? Chodzi mi o samo imię :P.
    Końcówka intrygująca i zapowiadająca grubszą aferę. No cóż przyznam, że bardzo mnie zaciekawiłaś (chociaż mam nadzieję, że później nie będziesz aż tak gnała z akcją, bo teraz to chyba ktoś cię gonił :D).
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi. Ja dobrze sobie zdaję, że nie każdego kręcą takie klimaty, więc staram się być otwarta. Poza tym, ja tak właściwie bardziej lubię pary hetero tylko... takie z lekka dziwne.
      Co do Wodyna - tak, tła tutaj nie ma, ponieważ chciałam z tego robić miniaturkę, ale ostatecznie troszkę się to rozciągnęło i nie miałam czasu niczego poprawić. Obiecuję, że podrasuję ten tekst, a nawet prawdopodobnie wrzucę całkiem zbetowaną wersję.
      Piszę earl a nie jarl, bo jak oglądałam Wikingów to w kilku pierwszych odcinkach tłumaczyli to jakoś tak pokrętnie, że wychodziło im Earl Haraldson jakby to było jego imię i tak... no tak mi zostało. Tak, powinno być jarl, ale to takie moje zboczenie, dobrze zauważyłaś.
      J'ann miała się nazywać Joanna, ale stwierdziłam, że to takie mało dziwne i ostatecznie mieniłam na J'ann co powinno się czytać Dżi'an. Ten tekst jest pełen moich zboczeń. PEŁEN. Bardzo ją lubię, bo to kobieta, które swoje przeżyła i swoje wie. A ilu rzeczy nie wie...
      Sette i Garel są udanym rodzeństwem. Nie, żebym Lyra i Lei nie lubiła, bo lubię ich tak samo mocno, ale Sette i Garel są w tym toksycznym związku, który pozostawia mi tyle możliwości~ A Sette jest tylko taka cwana przy swoim bracie, bo go zna. Jeżeli chodzi o innych, nie ma już tyle pewności siebie.
      Chciałam, by byli Wikingami z krwi i kości. O twardych dupach i w miarę miękkich sercach. Oczywiście, gdy mówimy o rodzinie. A bogowie... bogowie grają tutaj naprawdę wielką rolę.
      Malika wzięłam oczywoście z Asasayna, jeżlei mówimy o imieniu. Figurkę wymyśliłam na poczekaniu.
      Postaram się zwolnić i zaczać opisywać wszystko bardziej skrupulatnie w późniejszym czasie. A afera jest topora warta.
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń